Facebook
YouTube
Instagram

Historia pewnej firmy… Patagonia

Czy w obecnych czasach da się prowadzić dużą firmę w sposób uczciwy, przyzwoity, z dbałością o ludzi i środowisko? Czy zarabiając miliony dolarów można inspirować innych nie tylko w kategoriach biznesu? Czy można odnieść sukces finansowy nie walcząc o niego za wszelką cenę? Na pewno nie jest to łatwe, ale pewnemu człowiekowi się to udało.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Ten człowiek to Yvon Chouinard. Urodził się w 1938 roku w Lisbon w stanie Maine, w 1964 roku z całą rodziną przeprowadził się do Kalifornii. Nigdy nie chciał być biznesmenem. Ciągnęły go otwarte przestrzenie, natura i wspinaczka. Szkoła go nudziła, dużo czasu spędzał poza domem. W młodości wspinał się w różnych pasmach górskich, poznawał techniki wspinaczki, wędkował na muchę, podróżował, surfował z kolegami na Półwyspie Kalifornijskim i zachodnim wybrzeżu Meksyku.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Potrzebował twardych haków wielokrotnego użytku do wspinania się na wielkie ściany Yosemitów, więc w 1957 roku kupił na złomowisku stary piec kowalski, kowadło, młoty i zaczął samodzielnie uczyć się kowalstwa. Swoje pierwsze haki zrobił ze starego ostrza kombajnu. Najpierw wykuwał je dla siebie, potem dla przyjaciół, w końcu zaczął je sprzedawać. Potrzebował mocniejszych karabinków, więc zapożyczył się i kupił matrycę kuźniczą. Pracował w warsztacie zbudowanym ze starego kurnika lub jeździł z narzędziami po całym kalifornijskim wybrzeżu, surfował i wykuwał sprzęt. Pieniądze na benzynę zdobywał sprzedając butelki znalezione na śmietniku. Dużo wspinał się w Yosemitach i Górach Skalistych, sprzedając swoje wyroby z bagażnika samochodu, żywiąc się kocią karmą, owsianką, ziemniakami, wiewiórkami ziemnymi i jeżozwierzami. W 1962 roku został aresztowany na 18 dni za jazdę pociągiem towarowym.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Po odbyciu niezbyt owocnej dla armii USA służby wojskowej w 1964 roku wraz z Tomem Frostem, Chuckiem Prattem i Royalem Robbinsem jako pierwsi na świecie pokonali jedną z najtrudniejszych w tamtych czasach ścianę North America Wall na El Capitan w Yosemitach. Tego roku ponownie uruchomił produkcję sprzętu wspinaczkowego, zatrudniając znajomych wspinaczy i wydając pierwszy katalog – jednostronicową listę produktów z ostrzeżeniem o opóźnieniach w wysyłce między majem a listopadem (sezon wspinaczkowy). W 1966 roku przeniósł warsztat do Ventury w Kalifornii, by być bliżej surfingowych miejscówek. Dwa lata później wyruszył w sześciomiesięczną podróż na kraniec Ameryki Południowej, surfując na zachodnim wybrzeżu obu Ameryk, jeżdżąc na nartach po chilijskich wulkanach i wspinając się na Mount Fitzroy w Patagonii.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Sprzedaż systematycznie rosła, Yvon zatrudniał kolejne osoby. W 1970 roku Chouinard Equipment był największym dostawcą sprzętu wspinaczkowego w USA. Wtedy też zapadła pierwsza znacząca decyzja, wynikająca wyłącznie z pobudek ekologicznych. Firma postanowiła wycofać się z produkcji haków, mimo że był to filar przedsiębiorstwa. Haki niszczyły skalne ściany i drastycznie zmieniały ich kształt. Zamiast tego zaczęli wytwarzać kostki do asekuracji, które nie uszkadzały skały. Katalog firmy z 1972 roku rozpoczynał się przedmową o wpływie haków na środowisko naturalne i wartości czystej wspinaczki, nie pozostawiającej śladów. By dowieść swych postulatów i odeprzeć zarzuty środowiska wspinaczkowego o wcześniejszym używaniu przez autorów haków na trudnych drogach, Yvon wraz z młodym wspinaczem Bruce’m Carsonem pokonali drogę The Nose na El Capitan bez użycia haków i młotków.

W tym okresie pojawiły się też pierwsze pomysły związane z odzieżą. Yvon zamówił uszycie spodenek do wspinaczki z mocnego sztruksu używanego do produkcji spodni roboczych.  Wpadł też na doskonały pomysł użycia kolorowych bluz rugby do wspinaczki. Sprowadzał je z Anglii, Nowej Zelandii i Argentyny – sprzedawały się doskonale. W odzieży dostrzegł sporą szansę. Pomimo że Chouinard Equipment kontrolował 75% rynku wspinaczkowego w USA, to zyski ze sprzedaży sprzętu były minimalne. Projektów odzieżowych powstawało coraz więcej, aż w 1973 roku narodziła się firma Patagonia, z charakterystycznym logiem przedstawiającym zarys Mount Fitzroy.

fot. Patagnia Archives
fot. Patagnia Archives

Początki nie były łatwe, a Yvon szybko i boleśnie nauczył się, że wytwarzanie odzieży to nie to samo co produkcja sprzętu wspinaczkowego i że rządzi się własnymi prawami. Firma miała problemy z płynnością gotówkową, dostawcy dostarczali towar z opóźnieniem, a jego jakość była fatalna. Zmieniło się też nastawienie Chouinarda do prowadzenia firmy. „Nigdy nie myślałem o sobie jako o biznesmenie. Byłem wspinaczem, surferem, kajakarzem, narciarzem i kowalem. Sprawiało mi przyjemność wytwarzanie dobrych narzędzi i funkcjonalnych ubrań, które zaspokajały potrzeby naszych znajomych i nasze. Osobisty majątek mój i Malindy (żona Yvona – przyp. autora) ograniczał się do zdezelowanego Forda w wersji półciężarowej i potężnie obciążonego hipoteką domku na plaży, któremu nie był pisany długi żywot. A teraz mieliśmy mocno lewarowaną firmę zatrudniającą pracowników, którzy mieli na utrzymaniu własne rodziny, a ich los zależał od tego, czy uda nam się odnieść sukces.[…] Jeżeli już miałem zostać biznesmenem, chciałem grać na własnych zasadach.”*

Patagonia chciała produkować odzież techniczną, więc skupiono się na poszukiwaniu nowych materiałów i technologii. Pierwszym produktem z tej linii była nylonowa, przeciwdeszczowa kurtka Foamback. W tamtych czasach w górach królowały bawełna, wełna i puch, które przestawały grzać gdy były mokre. Inspirując się swetrami produkowanymi dla rybaków prowadzących połowy na północnym Atlantyku rozwiązania tego problemu zaczęto poszukiwać w syntetykach, które dobrze izolowały, nie wchłaniając wilgoci. Pierwsze poliestrowe ubrania były uszyte z materiału przeznaczonego na pokrycia desek klozetowych. Przy tworzeniu tych ubrań, Patagonia współpracowała z firmą Malden Mills, twórcą oryginalnego materiału. Wspólnie udoskonalony, miękki i ciepły, nie mechacący się i  imitujący wełnę materiał trafił na rynek pod nazwą Synchilla. Ubrania uszyte z tego polaru można kupić do dziś, podobnie jak bieliznę Capilene, opracowaną w tym samym okresie. Również jako pierwsza, Patagonia wprowadziła śmiałe kolory do odzieży specjalistycznej. Ubrania z charakterystyczną metką stawały się coraz bardziej popularne. Inne firmy zaczynały naśladować Patagonię, zarówno pod względem wzornictwa jak technologii.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Nowatorski, szczególnie na gruncie amerykańskim, był również model zarządzania, dający dużą wolność pracownikom. Mogli się dowolnie ubierać, w czasie przerwy na lunch ludzie surfowali, biegali czy grali w siatkówkę na tyłach siedziby firmy. Sponsorowana była część wypraw wspinaczkowych czy narciarskich. Panowała rodzinna atmosfera, co wynikało również z tego, że większość zatrudnionych stanowili przyjaciele, znajomi i ich rodziny.

Sprzedaż gwałtownie wzrastała, zatrudniane były kolejne osoby. Pojawiły się wątpliwości co do kierunku dalszego rozwoju, czy uda się utrzymać wysoką jakość przy tak dużej produkcji. Chouinarda zaczął trapić również wpływ jego firmy na środowisko. Podczas swoich podróży, wielokrotnie trafiał na ślady zniszczeń poczynionych przez człowieka i przemysł. W latach 80-tych Patagonia obrała drogę ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko naturalne i wspierania inicjatyw ekologicznych, z którą jest kojarzona do dziś jak żadna inna firma odzieżowa. Jako pierwsi w Stanach Zjednoczonych wydrukowali katalog na papierze z odzysku. Wspólnie z firmą Malden Mills i Wellman opracowali poliester z recyklingu. W 1986 roku została podjęta decyzja o przekazywaniu każdego roku 10 % zysków grupom ekologicznym. Później kwota ta została zwiększona do 1 % sprzedaży lub 10 % zysków przed opodatkowaniem, zależnie od tego, która suma była wyższa. Stało się to podstawą stworzenia w 2001 roku organizacji 1 % For The Planet, do której dołączają kolejne przedsiębiorstwa, zobowiązujące się do tego samego.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Czarne chmury pojawiły się nad Chouinardem w 1989 roku. Firma Chouinard Equipment została wielokrotnie pozwana, a przyczyną każdego pozwu było niewystarczające ostrzeżenie dotyczące użytkowania ich sprzętu wspinaczkowego. Firma ubezpieczeniowa odmówiła walki w sądzie i poszła na ugodę pozasądową. Ostatecznie ogłoszono upadłość firmy, zyskując jednak czas dla pracowników na zdobycie kapitału i wykupienie spółki. Została przeniesiona do Salt Lake City i funkcjonuje do dziś jako Black Diamond, produkując doskonały sprzęt wspinaczkowy, narciarski i outdoorowy.

Również Patagonia przeżywała ciężkie chwile. W 1991 nastąpił największy kryzys w historii firmy, w wyniku którego jednego dnia zostało zwolnionych 20 procent załogi. Nastąpiła reorganizacja i przyjęta została strategia powolnego, zrównoważonego, stałego rozwoju, która zapewniła Patagonii odporność na zapaści rynkowe w późniejszych latach.

Skoncentrowano się również bardziej na ochronie środowiska. Patagonia jako pierwsza zaczęła wytwarzać wszystkie bawełniane ubrania z bawełny ekologicznej. Nieustannie pracuje nad doskonaleniem procesów umożliwiających tworzenie materiałów pochodzących z recyklingu i nakłania do tego również innych producentów, oddając im za darmo swoje technologie. Coraz więcej ubrań w kolekcji jest wykonanych już w 100% z recyklingu. Opracowała także proces produkcji jeansów zużywający wielokrotnie mniej wody niż dotychczas. Od 2014 roku używa wyłącznie puchu pochodzącego z kontrolowanych źródeł, na których ptaki nie są karmione siłą i obdzierane z piór żywcem. Coraz więcej produktów ma w sobie również puch odzyskiwany ze starych kurtek, kołder czy śpiworów. Po sygnałach o złym traktowaniu zwierząt na farmach zrezygnowała również z produkcji ubrań z wełny merino. Patagonia produkuje pierwsze na świecie pianki do surfingu uszyte z materiału pochodzenia naturalnego, a nie z neoprenu. Od kilku lat prowadzi również akcję Wear Worn, namawiającą do jak najdłuższego używania produktów i naprawiania ich, zamiast kupowania nowych, umożliwiając darmową naprawę uszkodzonych produktów.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Obecnie Patagonia nadal jest w rękach jej założyciela, stanowiąc tym wyjątek wśród tak dużych firm odzieżowych i nadal podąża pierwotnie obraną ścieżką. W 2016 roku 100% wpływów pochodzących z wyprzedaży w „Czarny Piątek”, czyli 10 mln dolarów, zostało przekazane dla organizacji ekologicznych. Sam Yvon, mimo wieku, nadal spędza swój czas poza domem, uprawiając swoje ukochane sporty. Wracając do pytania zadanego we wstępie… Da się? Jak widać, da.

 

Piotr Śnigórski

*Ivon Chinard, 2011, Dajcie im popływać, Mayfly



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *