Facebook
YouTube
Instagram

Zwykły dzień profesjonalnego zawodnika

Twój wynik w zawodach czy  też w skałach zależy nie tylko od tego, ile potu wylewasz na treningach. Równie ważne jest to, co robisz przez resztę czasu. Każdy z nas musi wypracować swój idealny plan dnia.

W trakcie dnia zapewne napotykasz wiele pokus i problemów, które mogą pokrzyżować Twoje plany. Od drobiazgów typu spontaniczne wyjście ze znajomymi, aż do poważniejszych problemów w pracy. Nieważne czy trenujesz rano, popołudniu czy wieczorem, Twoje przyzwyczajenia mają ogromny wpływ na Twój trening i korzyści jakie z niego wyciągniesz. Jako, że jestem profesjonalnym wspinaczem regularnie startującym w zawodach wspinaczkowych na arenie międzynarodowej w dużej mierze dostosowałam swoje życie pod wspinanie. Przypuszczam, że wielu z Was wydaje się, że wspinanie „na czas” to jedynie bieganie po ścianie. Po przeczytaniu tego artykułu do końca przekonacie się, że tak nie jest.

fot Eddie Fowke

fot. Eddie Fowke

Mój typowy dzień rozpoczyna się o godzinie 6:30 od porannej kawy i lekkiego śniadania. Za każdym razem oczywiście walczę z odruchem wyłączania budzika, ale jak wiadomo praktyka czyni mistrza. Po ciężkim boju w łóżku, zjedzeniu śniadania i wypiciu kawy zbieram się na trening na siłownię. W zależności od tego w jakim okresie treningowym się znajduję i ile czasu pozostało do najbliższych zawodów trening zajmuje mi od około 1 godziny do 1,5 godziny. Trening, który mam do wykonania na siłowni w ciągu całego tygodnia podzielony jest zazwyczaj na 3 jednostki treningowe. Na każdej z nich skupiam się na czym innym, ale zawsze wykonuje wszystkie ćwiczenia bardzo dokładnie i starannie dając z siebie maksimum. Na siłowni wykonuje to czego nie mogę zrobić na ścianie, czyli pracuje nad siłą zarówno nóg jak i rąk oraz nad szybkością. Trening nóg, czy rąk jest to oczywiście standardowy trening siłowy, natomiast szybkość ćwiczę w czasie treningu plyometrycznego. Głównymi ćwiczeniami, zdecydowanie dominującymi w moim planie treningowym są przysiady, martwy ciąg, zarzuty, podciąganie oraz różnego rodzaju wyskoki w pewnym stopniu imitujące ruchy, które wykonuję podczas wspinania.

Image9

fot. Mateusz Mirosław

O godzinie 8:30, po zakończonym treningu biorę szybki prysznic i wracam do domu lub szybko biegnę na zajęcia na uczelnie, które rozpoczynają się o godzinie 9:00. Ta część dnia jest zazwyczaj spokojna. Gdy jestem w domu to zaraz po powrocie wcinam drugie śniadanie i po prostu odpoczywam. Gdy lecę na uczelnie to odpoczynkiem bywa nie co gorzej i zazwyczaj w te dni staram się nie trenować wieczorami na ścianie, ponieważ jestem za bardzo zmęczona, a trening staje się męczarnią.

Około godziny 18:00 zaczynam już swoje myśli koncertować na drugim treningu, który mam do zrobienia na ścianie. Oczywiście tutaj nie ma żadnej filozofii. Przyjeżdżam na ściankę, rozgrzewam się i zaczynam „biegać” na ścianie. Ilość oraz intensywność są oczywiście uzależnione od tego na jakim etapie treningów się znajduję. Na ścianie spędzam średnio około 1,5 do 2 godzin, po czym wracam do domu, jem kolację, borę prysznic i o 22:30 jestem już gotowa iść spać, aby następnego dnia znów wszystko zacząć od początku.

fot. Eddie Fowke

fot. Eddie Fowke

W ciągu całego dnia nie można również zapomnieć o odżywianiu czy też odpowiednim nawodnieniu, które ma ogromny wpływ na naszą regenerację potreningową. U mnie w sytuacji gdy cały dzień znajduję się poza domem bardzo ważną rolę odgrywają pojemniki z jedzeniem, które przygotowuję dzień wcześniej. Wtedy jestem pewna, że dostarczę do organizmu wszystkich niezbędnych składników potrzebnych do budowy i regeneracji. W miarę możliwości staram się oczywiście jeść regularnie, ale nie zawsze jest możliwe, dlatego nie skupiam na tym, aż tak dużej uwagi. Ważną rolę odgrywa również suplementacja zaczynająca się od podstawowych witamin do bardziej złożonych substancji jak BCAA, ale to temat na oddzielny artykuł.

 

Oczywiście jest to bardzo uproszczony plan mojego dnia, raczej ten bardziej optymistyczny. Do opisanych treningów dochodzi jeszcze trening w terenie oraz treningi wydolnościowe, które staram się wykonywać przynajmniej 2 razy w tygodniu. Wiele razy jest tak, że w ciągu dnia muszę modyfikować swój trening, ponieważ okaże się, że mam kolokwium na uczelni, że się przeziębiłam, że muszę jechać do Warszawy wyrobić wizę do Chin, aby pojechać na Puchar Świata i wiele innych spraw, które ma do załatwienia każdy z nas. Duże znaczenie na ogólne rozplanowanie treningu w ciągu tygodnia na poszczególne dni mają również moje wyjazdy do Tarnowa na trening, gdyż niestety w Lublinie nie posiadam odpowiedniej ściany do treningu. Policzyłam, że w ciągu całego sezonu w Tarnowie byłam 7 razy na treningu i mieszkałam tam przez jeden miesiąc, w celu przygotowania się do Mistrzostw Świata. Od lipca do września w Lublinie byłam w sumie 4 dni, resztę czasu spędziłam na wyjazdach, a pomimo tego nadal studiuję, udaje mi się zaliczać kolejny rok bez większych problemów, pracuję i trenuję od 7 do 9 razy w tygodniu. Nie mam czasu na zbyt wiele rzeczy, ale lubię moje życie głównie dlatego, że mam cel do którego dążę. Często jestem zmęczona, myśląc, że nie dam rady, że chcę się poddać, ale wtedy zawsze przypominam sobie jaką drogę już przeszłam. Dzięki temu poświeceniu i podporządkowaniu życiu pod zawody zobaczyłam wiele wspaniałych miejsc na Ziemi, byłam na 4 różnych kontynentach i poznałam wielu fantastycznych ludzi. W ciągu tego jednego roku przemierzyłam 65 671 km na zawody oraz na treningi do wcześniej wspomnianego już Tarnowa i zaraz po sezonie czułam się bardzo zmęczona, ale po miesięcznym odpoczynku czuję satysfakcję, że dałam radę. Wiem, że nie każdy z Was jest zawodowcem, ale uważam, że warto mieć pasję, bo dzięki niej człowiek jest szczęśliwy i czuje się spełniony.

Aleksandra Rudzińska