Citdibi – miejsce, które kazało mi zakochać się we wspinaniu na nowo

AUTOR: Ida Kupś
O AUTORZE
Ida Kupś
AUTOR: Ida Kupś

Odkąd pamięta Jej całe życie przesiąknięte jest wspinaniem. W dzieciństwie, konikiem Idy były zawody, później stopniowo wkręcała się w skalne wspinanie sportowe, a na chwilę obecną tym, co sprawia Jej największą radość, są drogi wielowyciągowe. We wspinaniu kocha to, że każdy, bez względu na wiek, wymiary czy nawet lęk wysokości jest w stanie znaleźć swoją niszę. Swoją pasją lubi zarażać innych, dlatego realizuje się także w roli trenera. Oprócz wspinania uwielbia skituring, gotowanie w stylu wege oraz pochłania książki w ilościach hurtowych.
Crag Sport
Jesteśmy młodą, dynamicznie rozwijającą się firmą, której celem jest dostarczanie najwyższej jakości produktów sportowych i turystycznych. Firma działa od 2013 r. jako wyłączny przedstawiciel marki Black Diamond na polskim rynku. W swoim portfolio gromadzimy szereg specjalistycznych marek outdoorowych, będących liderami w branży, związanych ze wspinaniem, aktywnościami górskimi i szeroko pojętym outdoorem.
WSPINACZKA
19 stycznia, 2026

Po 18 latach wspinania ilość odwiedzonych przeze mnie sektorów wspinaczkowych myślę, że spokojnie można liczyć w setkach. Trudno się więc dziwić, że coraz rzadziej trafiam do takich, w których czuję, że odkrywam wspinanie z zupełnie innej strony niż dotychczas, a z każdej kolejnej drogi zjeżdżam z coraz szerszym uśmiechem na twarzy. Tym bardziej doceniam więc, kiedy to się wydarzy i z miłą chęcią dzielę się odkrytymi przeze mnie perełkami.

Wiem, że dla wielu osób moje polecajki stały się już (mam nadzieję, że miłą) inspiracją do wystawienia nosa poza Siuranę i Margalef i odkrycia tej mniej popularnej części wspinaczkowego świata co jest bardzo dobrą motywacją do tworzenia kolejnych tekstów!

Na jednej z lepszych dróg po jakich wspinałam się w życiu fot. Ida Kupś

Skąd wzięło się Citdibi

W tym artykule chciałabym opowiedzieć Wam o miejscu, do którego chciałam trafić już od 2014 roku, kiedy na kultowym swego czasu filmie z Petzl Rock Tripa (https://www.youtube.com/watch?v=sWrNoka8jJw ) dowiedziałam się o jego istnieniu.

Ujęcia niebieskich, utufionych ścian od razu mnie urzekły, ale przez kolejne 10 lat musiałam żyć marzeniami, bo sezon na wspin w Citdibi jest wyjątkowo niefortunny dla uczniów i studentów – pik to październik i listopad, a w dobrych latach, przy niewielkich deszczach warun bywa też na wiosnę.

W zeszłym roku, po skończeniu studiów, odblokowałam całą listę miejsc, do których chciałabym pojechać jako człowiek pracujący, ale jak się szybko okazało, 20 dni urlopu zamiast 3 miesięcznych wakacji dość brutalnie ograniczyło moje eksploracyjne zapędy. Pomysłów było wiele, ale należało bardzo dokładnie przemyśleć na które się decyduję, więc kiedy Piotrek Sztaba zaproponował nam wyjazd eksploracyjny do Dedegol mający na celu otwarcie nowej drogi (o tym mam nadzieję opowiem innym razem), doszłam do wniosku, że sportowe wspinanie musi poczekać, bo taka okazja może się prędko nie powtórzyć.

Zbieg okoliczności sprawił, że znaleźliśmy się w Turcji w październiku, a ze względu na suszę i zagrożenie pożarowe musieliśmy zjechać z gór. Choć wymagało to ode mnie całej dostępnej siły perswazji, udało mi się przekonać kolegów, żeby zamiast jechać w głąb Turcji eksplorować kolejne wielowyciągi, przejechać kamperem w okolice Antalyi i wykorzystać ostatnie dni wyjazdu na wspinanie sportowe.

Perspektywa na realną wielkość ściany fot. Ida Kupś

Pierwsze dni w rejonie

Takim sposobem, trochę przez przypadek i w zdecydowanie sub optymalnej formie trafiliśmy do Citdibi. Już po podejściu pod ścianę wiedziałam, że będzie dobrze, a potem każda kolejna wstawka utwierdzała mnie w tym przekonaniu.

Rejon ma wiele cech, które sprawiają, że łatwo do niego zapałać sympatią, a wspinanie w nim jest logistycznie łatwe. Przede wszystkim wschodnia wystawa (cień wchodzi na skałkę ok 12, więc rano jest masa czasu na powolne kawkowanie), dojazd (45 min z Antalyi, po serpentynach, ale naprawdę dobrą drogą) i podejście (zależy jakie kto ma płuca, ale gdzieś pomiędzy 15 a 25 min (chociaż pod górę)). Pod skałką spokojnie można przebywać z pieskami i dziećmi, aczkolwiek część sektora znajduje się w dosyć wąskim kanionie z drogami po obu jego stronach, więc akurat tam lepiej nie rozbijać obozu.

Kolejną rzeczą, którą ja akurat bardzo cenię jest różnorodność. Chociaż Citdibi to tak naprawdę jeden sektor, można go podzielić na 4 kawałki, z których każdy oferuje zupełnie inne wspinanie. Idąc od lewej – ciemnopomarańczowe, mało urzeźbione skałki z krawądkowym, bardzo ciekawym wspinaniem po wyraźnych formacjach. Następnie najtrudniejsza, najbardziej spektakularna i największa część – 150 metrowa, lekko przewieszona ściana, zalana tufami w optymalnym w moim odczuciu stopniu – na tyle mocno, by dało się wspinać w 3D, ale równocześnie na tyle słabo, by przy wspinaniu trzeba było używać czegoś więcej oprócz kolan.

Grotka fot. Ida Kupś

W prawej części sektora znajdują się dwie kolejne formacje – mała grotka z krótkimi, fizycznymi drogami po tufach i oblakach, a także piękna pomarańczowo-niebieska ściana ze stosunkowo ostrą, ale bardzo przyjazną ruchowo skałką. Naprawdę rzadko można spotkać tak dużą kondensację różnych wspinaczkowych styli i dla mnie było to na pewno bardzo dużym źródłem radości. W porównaniu do znajdującego się niedaleko Geyikbayiri, wyceny w mojej opinii są zdecydowanie rzetelniejsze, ale zmotywowany poszukiwacz wyszuka też kilka szemranek.

Prawa część sektora i drogi po tzw. brokółkach fot. Ida Kupś

Kolejną rzeczą, która wydawała mi się wyjątkowa było to, że charakter dróg, zwłaszcza w kanionie, pozwalał na wyczerpanie baku absolutnie do 0, co dla jednych jest udręką, a dla drugich wspaniałym przeżyciem. Ja akurat należę do tych drugich i bardzo podobało mi się, że do każdego stanu dochodzi się na absolutnej walce, dusząc w sobie odruch wymiotny i walcząc z palcami rozginającymi się na największych klamach. Wydaje mi się, że tego typu doświadczenia są możliwe ze względu na to, że na drogach często nie występują tak zwane resty do zera i nawet w miejscach odpoczynkowych nie da się spędzić za dużo czasu.

Na koniec – kilka konkretów

Na dłuższego tripa zdecydowanie poleciłabym to miejsce siódemkowo-ósemkowym wspinaczom, ale jeśli ktoś wspina się bardziej po 6, uważam, że śmiało można wpaść tam na kilka dni przy okazji wizyty w Geyikbairi. Z technicznych kwestii najłatwiej dolecieć samolotem z Polski i wypożyczyć auto na lotnisku. Raczej nie ma co liczyć na transport publiczny, a stopa kiedyś już w Turcji łapałam i nie polecam. Nie mogę wypowiedzieć się na temat noclegów, ponieważ spaliśmy w kamperze, natomiast najlepiej o tego typu kwestie pytać lokalsów w Geyikbairi, bo to własnie oni są odpowiedzialni również za ten rejon. Topo Geyik i Citdibi to jedna i ta sama książka, przy czym należy wziąć poprawkę na to, że wciąż prowadzony jest aktywny development (w tym roku dobito kolejne kilkadziesiąt dróg), dlatego starsze wydania przewodników mogą być mocno nieaktualne. Kuchnia turecka jest smaczna i ciekawa, natomiast ja osobiście polecam odkrywanie targów, bo jakość i cena produktów, które można na nich znaleźć jest bardzo konkurencyjna (pamiętajcie jedynie, że targ, przy rozgałęzieniu dróg do Citdibi i Geyik to typowa turystyczna atrakcja i należy znaleźć sobie inny, raczej dopiero w Antalyi!).

Gabi na drodze Fantasia – jedna z lepszych propozycji fot. Ida Kupś

Polecajki drogowe

Poniżej jeszcze kilka polecajek drogowych dla zainteresowanych:

  • Slalom 7c
  • Fantasia 8b!
  • Paluze 7c
  • Cupicorn right 7a
  • American airlines 7c
  • Cucenine intikami 7b+

Zobacz także

LIFESTYLE  |   SPORT
11 września, 2018

Za głosem serca

PRZECZYTAJ
WSPINACZKA
27 kwietnia, 2022

Północna ściana Eigeru – gra zespołowa i trochę na czas

PRZECZYTAJ
EKO  |   LIFESTYLE  |   PRODUKTY
05 lutego, 2026

ICEBUG – Ekspert od śliskich nawierzchni

PRZECZYTAJ