W lipcu 2018r. równikowe upały roztopiły znaczną część Europy. W zakresie temperatur sięgających 40°C znalazły się na przykład Hiszpania i Portugalia. Podobnie było w Polsce, upały na przemian z burzami degradowały spręż tych, którzy pozostali w jurajskich zakamarkach. W takim właśnie klimacie, po raz drugi latem, udałem się na Kalymnos.

I znów, tak samo jak trzy lata wcześniej, słyszałem z każdej strony, że pewnie wspinanie nie będzie tam możliwe, że nie wiadomo po co tam jadę. Wspinanie było jednak możliwe, a wręcz czasem warun był całkiem znośny. Przez całe dwa tygodnie temperatury wahały się wokół liczby 30 dobijając pewnego dnia do zaskakującego chłodem 28. Muszę jednak już na wstępie podkreślić, że lipiec i sierpień są na tej wyspie okresem wakacyjnym, dobrym by spędzić tam czas głównie z rodziną, w morzu lub na przejażdżkach skuterem. Gdy powieje wiatr można się wtedy też wspinać, lecz zawodnicy nastawieni na wykręcanie wyniku mogą być zawiedzeni trzymaniem skały i im polecam podróż na Kalymnos w marcu, kwietniu lub październiku.

Ogólnie

Jeżeli zewsząd słychać, że Kalymnos to raj wspinaczkowy, a wspinanie jest tam obłędne, jest to w zasadzie prawda. Ta wyspa żyje wspinaniem i ze wspinania. Po katastrofie ekologicznej hodowli gąbek, które dawały dochód Kalymnos w ubiegłym wieku, obecnie to my wspinacze dajemy im przysłowiowy chleb, dostając w zamian skałę, i dodam tu, że skałę dość wysokiej jakości, a także pakiet usług, nazwijmy to, podróżnych (komunikacja, noclegi i jedzenie).

Wspinanie

W kwestii wspinania standardem są drogi o długości od 20 m do 45 m i nawet więcej, ciągowe, w przewadze przewieszone, ale także nietrudno trafić na sektory pionowe lub nawet połogie. Długi czas przejścia drogi to też lokalny standard. Niejednokrotnie zdarzało mi się robić OS jakąś drogę np. 45-60 minut. Przy załapaniu zacyku i umiejętności finezyjnego restowania na wszelkich tufach, stalaktytach i ściskach bardzo trudno czasem zdecydować się na wyruszenie z wygodnego miejsca odpoczynkowego, w którym da się odstać do pozornego zera, na podróż w nieznane. Są tam też drogi kilkuwyciągowe (zarówno na Kalymnos jak i na sąsiedniej Telendos).

Generalnie wiosłujemy ile elektrownia ma aktualnie w rezerwach, jednak po naszych baletach na Jurze, rezerwy te są zazwyczaj liche. Raczej przed wyjazdem nie skupiałbym się nad szlifowaniem trójruchowych problemów, zwłaszcza równowagowych, oraz nad ćwiczeniem monostrzałów na dwójkach czy też przysiadów jednonóż na paczkach. Poddałbym się natomiast intensywnemu treningowi z liną lub skomponowałbym tak ze 100 – 150 ruchowe obwody i ćwiczyłbym je do momentu, aż bym się na nich nie męczył. Nasza standardowa wytrzymałość wyrobiona na 3 razy „tsa-tsa” może okazać się żartem w konfrontacji z intensywnym wspinaniem na wyspie. Dlatego też warto mieć ze sobą wygodne buty wspinaczkowe. Moich szturmowych Miur za pierwszym razem nie ubrałem ani razu (podobnie jak bluzy, skarpetek i kurtki), a za drugim razem tych rzeczy po prostu nie wziąłem. W topo, które można kupić bez problemu na miejscu (40E), albo w ogóle nie trzeba kupować bo raz, że każdy ma, a dwa podpisy dróg z cyframi są na skale, łatwo znaleźć interesujący sektor w cieniu lub słońcu w zależności od upodobań. Przy odrobinie szczęścia topo można znaleźć w swoim studio (serio J ).

Cyfrą na skale nie sugerowałbym się jednak zbytnio i z przymrużeniem oka traktowałbym życiówki przywożone z Kalymnos, zwłaszcza z niepopularnych sektorów. Zdarzają się tam mocne przeceny, np. z 7c (stara wycena na skale) na 7a (w nowym topo). Mało tego, wyceny w obrębie nawet jednego sektora są nierówne i bez wcześniejszego rozpoznania na 8a.nu łatwo trafić na niezłą zasadzkę. Przykładem jest część dróg w sektorze Odyssey, na których czasem cała trudność polega na wpięciu się do zjazdu.

W upale podejścia są realnie męczące i szybko schodzi woda. Najkrótsze, z tych które przewlekliśmy, to podejście na Odyssey, odpowiadające mniej więcej podejściu pod lewą lodówkę na Misji w Ospie lub krótsze, ale za to po klamrach wejście pod Arginontę. Przy podejściu pod Spartacusa wspomniały mi się lata młodości w Ceuse. Podejście pod Ghost Kitchen także męczy.

Większość skał ma wystawę zachodnią, dlatego tak realnie w lecie da się wspinać od rana do 13 – 14. Secret Garden jest uznawany za sektor całodniowy. W sektory popołudniowe średnio wierzę, bo od 14 do 19 na Kalmnos najlepiej leżeć w pobliżu włączonej klimy.

Atutem socjalu pod skałą są rosnące wszędzie zioła, np. tyminek, oregano. Wszystko pachnie jak we włoskiej kuchni. Lokalnym kolorytem są kozy, które potrafią podejść i bardzo znacząco, by nie powiedzieć natarczywie, domagać się jedzenia.

Informacje praktyczne:

Podstawą jest przelot na Kos bezpośrednio czarterem (w 2018r. Ryanair nie latał z Polski w to miejsce lecz wynajmowało go TUI), albo przez Ateny np. Aegan Airlines. Alternatywnie można polecieć na Rodos i stamtąd promami przedostać się na zasadniczą wyspę. Nie jest to chyba wariant optymalny. Wariantem skrajnie nieoptymalnym jest samochód z Polski do Aten i późniejszy prom. Auto na wyspie słabo się sprawdza, zwłaszcza w kwestii parkowania, więc posiadanie go jest umiarkowana zaletą.

Na lewo od wyjścia z lotniska Kos jest przystanek autobusów do portu Mastichari. Bilety można kupić u kierowcy (2E). Autobusy jeżdżą mniej więcej według przylotów i odlotów lotniska, ale warto sprawdzić rozkład ich jazdy. W razie problemów są taxy. W porcie, choć u nas funkcjonowałaby bardziej nazwa lokalna przystań,  najlepiej szybko kupić bilet na prom w kierunku Kalymnos bo liczba miejsc na promie jest ograniczona. A promami pływają wszyscy. I Grek ze skuterem, i Grek z kozą, a i turysta z dowolnego miejsca globu. Pierwszeństwo mają, co oczywiste, lokersi. Są dwa rodzaje promów – slow ferry, bilety w budce blisko ronda i fast ferry, bilety w pomarańczowej budce na molo (7,5E, dzieci do 10 lat zniżka. Promy pływają dość punktualnie i po dopłynięciu do Pothii, należy udać się na kwaterę albo taksówką (17E), albo od razu tam wynająć skuter (cena za dzień od 7 do 15E). Warto mieć kategorię AM w prawku. Przy opcji skuter uwaga na paliwo, najbliższa stacja benzynowa jest w Elies. Druga w zasadzie ważniejsza uwaga – promy lubią nie pływać, zwłaszcza gdy mocniej powieje albo gdy Grekom się wydaje, że mocniej powieje. Przed powrotem warto zatem śledzić prognozy wiatru i by nie oglądać ze smutkiem swojego samolotu odlatującego właśnie do Polski lepiej elastycznie decydować o wcześniejszym przedostaniu się na Kos. Wynajęcie tam pokoju na noc nie stanowi najmniejszego problemu.

Karty pokładowe jak i bilety na prom łatwo wydrukować lub kupić na Kalymnos.

I tu ciekawostka, mimo że wyprawa na wyspę mogłaby się wydawać z kategorii “na koniec świata”, to za pierwszym razem zajęła mi od wyjścia z domu do wejścia do studio równe 8h. Warto sobie to porównać np. z czasem przejazdu nad nasze morze w tym samym miesiącu.

Noclegi

Do wyboru do koloru wśród tak zwanych studio czyli po naszemu prawie kwater. W skład takiego studio wchodzą najczęściej pokoik lub dwa z mikro aneksem kuchennym i łazienką oraz taras z widokiem na morze i przeciwległą wyspę Telendos. Standardy noclegów są lekko odbiegające od tych, które wydają nam się oczywiste, ale za to ceny należą do niskich (od 15-20E za studio). Lepiej spać poza Massouri (takie nasze Krupówki).

Jedzenie

Jest kilka sklepików wielkości maksymalnie Żabki z bogatym asortymentem przy cenach w zasadzie jak u nas lub nieco wyższych. Większy Food Market jest w połowie drogi między Masouri a Pothią. Restauracje są dobre i też w zasięgu każdego budżetu. Lepiej uczęszczać do obleganych. Jako, że jestem umiarkowanym fanem kuchni greckiej odkryłem całkiem fajną włoską restaurację w Mirties.

Sprzęt wspinaczkowy

Wszystko na miejscu ale raczej drogo.

Dni restowe

W dni restowe objawieniem jest skuter, na którym można przemierzać swobodnie wyspę, lądując na mniej lub bardziej zaludnionych plażach, przy krystalicznie czystym i, przynajmniej w lecie, bardzo ciepłym morzu Egejskim. Trafiają się też delfiny.

Podsumowując

W kwestii wspinania na Kalymnos w lecie karty rozdaje wiatr i w zasadzie od tego czy wieje czy nie będzie uzależnione nasze odczucie upału.

Poniżej napisałem w kilku punktach wady i zalety lipca i sierpnia na tej wyspie:

Wady:

– Wysoka temperatura, cień na skałach w większości przypadków do godz. 13 – 14, a przez to mimo wakacji poranne wstawanie.

– Męczące podejścia i zejścia w wysokich temperaturach.

Zalety:

– Coś co wymieniłem powyżej jako wadę, dla mnie jest zaletą. Wolę wspinać się rano, a popołudniu odpoczywać.

– Puste skały, brak kolejek do dróg.

– Niskie i negocjowalne ceny kwater i skuterów.

– Ciepłe morze.

– W miarę pewny rozkład promów.

 

Paweł “Pablo” Wrona, CCD Fotografia

Zdjęcia: CCD Fotografia

 

 

Comments are closed.