Jest 6 października 2021r. – niespełna dwutygodniowa wizyta na stacji polarnej Hornsund dobiega końca. Za oknem deszcz, hula wiatr – typowa jesienna słota. Jutro wyjeżdżamy, a w zasadzie wypływamy. Wraz z kolegą zastanawiam się, jak jutro uda nam się tego dokonać, bo niemal cała zatoka zawalona jest lodem, a tam gdzie lodu nie ma, są szkiery. Na całe szczęście to nie nasze zmartwienie, są od tego inni. Właściciel statku zna się na swojej robocie, większość swojego życia spędził na morzach, ulepiony jest z tutejszej gliny, oszlifowany przez tutejsze warunki pogodowe, które raczej nie rozpieszczają. Gdy płynęliśmy tutaj ze stolicy Svalbardu tj. Longyearbyen, ja zakładałem na siebie wszystko, co miałem pod ręką, aby wyjść na pokład, on przechadzał się po nim w rozpiętej niezbyt grubej kurtce mając pod spodem jedynie sfatygowaną koszulę. Do polskiej stacji polarnej Hornsund trafiliśmy w celu zapoznania się z terenem działania polarników i zagrożeniami, jakie mogą ich…