Początek sezonu wakacyjno-wspinaczkowego przywitał nas w kraju warunem istnie tropikalnym. Cóż, klimat się niestety ociepla i bynajmniej nie jest to spisek Chińczyków, jak twierdzi np. obdarzony bliżej niezidentyfikowanego koloru fryzurą prezydent jednego z supermocarstw. No tak, ale on nie musi się wspinać, ale dla nas takie warunki stają się zaiste niezłym wyzwaniem (przepraszam, że nie wspominam o dramatycznych skutkach ogólnoplanetarnych, ale od opisywania tychże są bardziej kompetentni – zob. np. znakomite Zmiany klimatu Marcina Rotkiewicza – i raczej nie na tych łamach). Pomijam w tym miejscu kwestię jadących chwytów, czy szybszego łapania skałowstrętu, skupiając się bardziej na funkcjonowaniu ciała i tym, jak możemy próbować „ograniczyć straty”, czyli mimo wszystko mierzyć się z naszymi skalnymi projektami. Bo wspomniane wyżej jadące chwyty to jeden problem, drugim jest ogólny spadek wydolności wynikający z nagrzania organizmu. Już sama praca mięśni podnosi temperaturę ciała, co do pewnego stopnia jest pożądane (w końcu po to się…