Pau jest wysoki, ma ciemną karnację, długie włosy, okrągłe pirackie kolczyki w uszach i żywioły w oczach. – Co by było, gdybym skoczył? Od małego myślałem o tym, kiedy stałem gdzieś wysoko. Nie chciałem się zabić. Chciałem wiedzieć, jak to jest, kiedy spadasz. Spotykam go w Geiranger, norweskiej mekce turystycznej. Pracuje tu każdego lata w firmie organizującej wycieczki kajakami morskimi. Podpływa z turystami do miejsc, które można zobaczyć jedynie z fiordu. Pod najpiękniejsze wodospady, spływające po niemal pionowych ścianach. Opowiada im o farmach na skale i trudnym życiu mieszkańców wsi, w czasach, kiedy otoczone górami Geiranger było praktycznie odcięte od świata. Pokazuje piękno przyrody i tłumaczy jej surowość. Od razu widać, że wie o niej więcej od innych. Jest Katalończykiem. Urodził się w Barcelonie, ale wychował w Gironie, mieście między Pirenejami, a Morzem Śródziemnym. – Od dziecka kochałem naturę. Nauczyłem się tego od moich rodziców. Sporo podróżowaliśmy ich kamperem, zawsze…