Facebook
YouTube
Instagram

O przyrodzie, polityce i biznesie

„P…lić Patagonię. Byłem waszym wiernym klientem, ale teraz spalę wszystkie ubrania Patagonii jakie kupiłem przez ostatnie 20 lat. Ale to nie wszystko! Na eBay’u kupię więcej waszych ubrań i je też spalę!”. Ten i inne podobne komentarze można od jakiegoś czasu ujrzeć na profilu Patagonii na Facebooku. Pojawiają się pod każdym postem, niezależnie od tego, czy jest to filmik promujący nową kurtkę czy zdjęcie przedstawiające wspinacza gdzieś w Yosemitach. Niewiele jest rzeczy potrafiących wzbudzić tak skrajne emocje, w sekundę zmienić czyjąś sympatię w otwartą wrogość. Wśród nich, na szczycie listy, bezsprzecznie znajduje się polityka.

Fot. Patagonia Archives
Fot. Patagonia Archives

Patagonia angażowała się wcześniej w sprawy, które można by uznać za polityczne – walczyła z budową tam w kilku krajach oraz z wykorzystywaniem pracowników w fabrykach na Dalekim Wschodzie, prowadziła również kampanię zachęcającą do udziału w wyborach. Innym firmom z branży też zdarzały się akcje społeczne czy udział w protestach. Skąd zatem tak ostra reakcja, szczególnie ze strony wieloletnich klientów, znających markę i jej zasady? Odpowiedź wydaje się jasna – po raz pierwszy firma outdoorowa wystąpiła otwarcie przeciwko partii rządzącej w USA i ostro skrytykowała poczynania i zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa i jego administracji.

Wszystko zaczęło się od planu likwidacji narodowego pomnika Bear Ears, utworzonego przez Baracka Obamę. Narodowe pomniki przyrody w USA to obszary chronione, tworzone na podstawie proklamacji prezydenta, funkcjonujące na podobnych, choć mniej rygorystycznych zasadach jak parki narodowe. Rezolucję nawołującą do unieważnienia tej decyzji podpisał republikański gubernator stanu Utah, Gay Herbert. Bezprecedensowa była wówczas reakcja firm związanych z outdoorem. Od połowy lat 90-tych w Salt Lake City odbywały się targi tej branży, przynoszące stanowi Utah niemal 45 mln dolarów rocznie. Patagonia, która jest jednym z najbardziej liczących się w USA producentów odzieży, zapowiedziała bojkot imprezy, jeżeli gubernator Herbert nie zmieni swojej decyzji. Wkrótce podobne deklaracje złożyły inne firmy, takie jak Arcteryx czy Polartec. Peter Metcalf z Black Diamond, który 20 lat temu sam przyczynił się do organizacji imprezy w Utah, wyszedł do organizatorów targów z sugestią przeniesienia jej gdzie indziej. 16 lutego miała miejsce konferencja telefoniczna między dyrektorami generalnymi OIA (Outdoor Industry Association), Patagonii, The North Face oraz REI (amerykańska sieć sklepów outdoorowych), a Gay’em Herbertem. Do porozumienia nie doszło, gubernator planów nie zmienił, firmy wycofały się udziału w targach, które ostatecznie zostały przeniesione do innego stanu. Było to jednak znaczące wydarzenie, ponieważ po raz pierwszy w historii branża outdoorowa, dotąd raczej ostrożna i zachowawcza, wystąpiła jako strona w sporze, a jako argumentu użyła swojej mocy ekonomicznej, która w USA jest znaczna. W Stanach outdoor generuje sprzedaż na poziomie 887 miliardów dolarów rocznie, dając 7.6 mln miejsc pracy. Gubernator Herbert rezolucji nie wycofał, jednak sama sytuacja była szeroko komentowana i wielu osobom otworzyła oczy na możliwości i potencjał tkwiący w branży. National Riffle Association (NRA – Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki) na przestrzeni lat wielokrotnie pokazała, że jako organizacja potrafi wywierać ogromny nacisk na ustawodawców. REI posiada 16 mln członków, ponad trzykrotnie więcej niż NRA. Branża outdoorowa dopiero zaczyna rozumieć, jakie możliwości wpływu posiada. Pytaniem pozostaje, czy będzie chciała i potrafiła to wykorzystać.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Choć Patagonię zalały w mediach społecznościowych krytyczne komentarze nawołujące do bojkotu marki, znacząco przeważają głosy wyrażające poparcie, a w ciągu kilku ostatnich miesięcy ilość polubień profilu firmy zwiększyła się o 20%. Podobnie jest ze sprzedażą. W 2005 roku, założyciel marki Yvon Chouinard pisał o utrzymywaniu kontrolowanego wzrostu na poziomie 5%. W 2016 roku wzrost sprzedaży wyniósł 18%, w sytuacji gdy np. The North Face zanotował spadek o 2%. Wg Chouinarda sytuacja ta wynika z rosnącej świadomości konsumentów, jak również zapotrzebowania na produkty tworzone przez firmy mające na uwadze ochronę środowiska i problemy społeczne. Nie ukrywa on, że chce to wykorzystać. Większy budżet, to większe możliwości. Chouinard, pytany dlaczego nie sprzeda marki Patagonia i zarobionych pieniędzy nie przeznaczy na ekologię, skoro tak mu na niej zależy, odpowiada, że jest w stanie zrobić znacznie więcej prowadząc tę firmę obraną wcześniej ścieżką oraz wytwarzając jak najlepsze ubrania jak najmniejszym kosztem dla środowiska, dając tym samym przykład innym. Ciężko się z tym nie zgodzić. Patagonia od lat przoduje w temacie ekologii, nie tylko starając się zmniejszyć szkodliwy wpływ produkcji, ale również przeznaczając ogromne fundusze na działania proekologiczne. Stara się też poprawić warunki pracy w fabrykach dostawców, z którymi współpracuje i jest członkiem programu Fair Trade. Jesienią zeszłego roku, firma wydała milion dolarów na akcję zachęcającą do udziału w wyborach. Tego dnia zamknięto sklepy, by dać możliwość zagłosowania pracownikom i zachęcić do tego kupujących. Obecnie marka Patagonia to nie tylko producent odzieży, ale również fundusz inwestycyjny wspierający organizacje ekologiczne, „1% for the Planet”, to również linia produktów spożywczych, czy wydawnictwo. W kwestii wpływów, póki co nie może oczywiście konkurować np. z branżą paliwową, ale jej możliwości szybko rosną.

Sprawa monumentu Bear Ears nadal nie jest rozstrzygnięta. Decyzja co do jego losu nie została dotąd podjęta, jednak w kwietniu prezydent Donald Trump nakazał Sekretarzowi Zasobów Wewnętrznych Ryanowi Zinke przyjrzenie się także innym pomnikom i parkom narodowym, pod kątem zmniejszenia ich powierzchni. Już następnego dnia Patagonia zagroziła administracji Trumpa pozwem sądowym, deklarując przy tym, że podejmie wszelkie możliwe środki w celu obrony najcenniejszych zakątków w całym kraju. Ma ku temu silne argumenty. Wielu prawników firmy twierdzi, że Trump nie może zlikwidować ani zmniejszyć pomników utworzonych przez poprzednich prezydentów, tym samym unieważniając ich decyzje, może jedynie powiększyć ich obszar. Dodatkowo Patagonia planuje oprzeć swój pozew na podstawie ekonomicznej – likwidacja terenów rekreacyjnych bezpośrednio uderza w firmę i jej przychody. W przypadku ingerencji w obszar pomnika pewne są również liczne pozwy organizacji ekologicznych oraz przedstawicieli rdzennych Amerykanów z plemienia Navajo, zadowolonych z utworzenia Bear Ears, na którego terenie leżą święte dla nich ziemie.

Szerokim echem odbiło się wyprodukowanie przez Patagonię pierwszej w historii firmy reklamy telewizyjnej. Trwający minutę film nie namawia do kupowania ich produktów, lecz do wysyłania smsów wyrażających sprzeciw w sprawie Bear Ears. Próbuje również pokazać jak ważne jest dbanie o przyrodę i utrzymanie stref chronionych w ich obecnej formie. Faktem jest, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że po przejęciu ziem federalnych przez rząd, zostaną one sprzedane firmom energetycznym i wydobywczym. Chyba nikt nie zaprzeczy, że byłaby to zagrywka w stylu Trumpa i jego administracji. Zapowiedział on wskrzeszenie przemysłu węglowego, zwiększenie wydobycia paliw kopalnych, a sekretarzem stanu mianował dyrektora generalnego Exxon Mobil Corporation (największej spółki paliwowej na świecie). Również fakt nominowania Ryana Zinke, kwestionującego ustalenia naukowe dowodzące globalnego ocieplenia, na Sekretarza Departamentu Zasobów Wewnętrznych, m.in. kontrolującego parki narodowe, sporo mówi o nastawieniu obecnego rządu do ekologii. A ponieważ Trump nie porzucił dotąd kosztującego co najmniej 20 mld dolarów planu budowy muru między USA a Meksykiem, pieniądze niewątpliwie się przydadzą.

fot. Patagonia Archives
fot. Patagonia Archives

Ciężko nie powiązać tego równie drogiego co kontrowersyjnego pomysłu z nową akcją The North Face: „Walls are Meant for Climbing” (ściany służą do wspinaczki). Kampania nawołuje do likwidowania podziałów, budowania lokalnych społeczności, jedności i zaufania. Nawet tak ogólne i pozytywne w swoim wydźwięku hasła, sprowadziły na firmę krytykę i głosy, żeby nie mieszać wspinania z polityką. Nie była to jednak tak gwałtowna reakcja, jak fala „hejtu”, która zalała Patagonię ze strony wyborców Trumpa, za otwartą krytykę rządu i stwierdzenia o gotowości „podjęcia wszelkich niezbędnych kroków w celu przeciwstawienia się jego decyzjom”. Sytuacja jest o tyle dziwna, że ten kalifornijski producent przyzwyczaił już wszystkich do swoich proekologicznych działań i ostatnie akcje nie powinny nikogo dziwić. Świadczy to tylko o skali spolaryzowania społeczeństwa w USA i istnienia głębokiego konfliktu. Pod tym względem w Polsce mamy bardzo podobną sytuację. Po obu stronach oceanu, kiedy firma, sportowiec lub artysta zabierają głos w sprawach wychodzących poza ich dziedzinę, zawsze podnoszą się krytyczne głosy, „żeby się nie mieszać”. Za akcję „Walls are Meant for Climbing” oraz za post przeciwko faszyzmowi, umieszczony na Facebooku po tragicznych wydarzeniach w Charlottesville, dostało się wybitnemu wspinaczowi Alexowi Honnoldowi. Kiedy jego wypowiedź udostępnił polski portal wspinaczkowy (co było podwójnie uzasadnione, bo Honnold przyznał się w niej do polskich korzeni), część reakcji była podobna, choć ciężko słowa Alexa uznać za coś kontrowersyjnego, czy w ogóle „politycznego”. Niestety, gdy społeczeństwo jest podzielone i skłonne do przyjmowania skrajnych postaw, wszystko traktowane jest w ten sposób, a każde twierdzenie interpretowane przez pryzmat polityki. Dotyczy to także ochrony środowiska. Działania firm outdoorowych, walczących w USA o utrzymanie stref ochrony są postrzegane jako polityczne, podobnie jak np. działania protestujących w sprawie wycinki lasów w Puszczy Białowieskiej. Co najgorsze, ze względu na interesy polityczne i finansowe, ochrona środowiska jest w ostatnim czasie przedstawiana jako coś złego, płynącego z ignorancji, nieczystych zamiarów, czy wręcz coś niezgodnego z wolą Boga.

Oczywiście łatwo jest zrozumieć tych, którzy na portalu wspinaczkowym chcą znajdywać tylko pozytywne treści, stricte związane z tym sportem, jak również tych, dla których firma odzieżowa nie powinna zajmować stanowiska w kwestiach społecznych czy politycznych. Należy jednak zadać sobie pytanie o odpowiedzialność, którą każdy z nas ponosi. Udawanie, że problemów nie ma, na pewno jest wygodne – przyjemniej się żyje otaczając się rzeczami, które lubimy. Jest to jednak luksus, na który nie zawsze można sobie pozwolić. Kondycja naszej planety nie jest najlepsza, a wszystkie prognozy naukowe kreują mało zachęcający obraz przyszłości. Przyszłości naszego gatunku, bo Ziemia sobie poradzi, z nami, czy bez nas. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Elie Wiesel, powiedział: „Musimy wybierać stronę. Neutralność pomaga oprawcy, nigdy ofierze. Cisza zachęca dręczyciela, nigdy dręczonego”. Zamiast patrzeć na wszystko w kontekście polityki czy ekonomicznego interesu, może pora przyjąć zaangażowanie jako coś dobrego, a wręcz koniecznego. Zaangażowanie się producentów outdoorowych i sportowców w ochronę terenów, na których możemy się wspinać, wędrować czy biwakować. Udział organizacji ekologicznych w obronie unikalnych miejsc i zagrożonych gatunków. Inwestycje przemysłu narciarskiego w czystą energię i przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. I co najważniejsze, zaangażowanie się każdego z nas, w najbardziej podstawowe sprawy – nie śmieć, nie niszcz, bądź życzliwy, pomagaj innym. Nie dajmy się zwariować, nie wszystko jest polityką.

Piotr Śnigórski