Zanim wciągniesz się bez reszty w moją opowieść, musisz poznać jeden kluczowy fakt – kocham wodę. Miłość ta trwa odkąd pamiętam i jest to najbardziej udany z moich wszystkich dotychczasowych związków. Nie ma dla mnie znaczenia stan skupienia, czy forma sportu którą mogę uprawiać z wykorzystaniem tego cudownego daru natury. Woda i kropka, a właściwie kropla…i długo, długo nic!

fot. Mikołaj Milewicz

Mieszkam w Gdyni. Jak nastawię budzik na 5h30 to grudniowy wschód słońca oglądam z wody. Dojechanie na spot zajmuje mi około godziny, ale nigdy nie narzekam na ten dystans. Wiem, że chłopaki z południa kraju dali by dużo za możliwość założenia pianki przed pracą. Surfing pasjonuje mnie dopiero od kilku miesięcy, wcześniej spoglądałem na niego zbyt bardzo przez pryzmat sportu. Teraz wiem, że mam do czynienia z czymś mistycznym. Z czymś co powoduje, że pływanie w lodowatych warunkach jest dla mnie pociągające i doświadczam zupełnie innego doznania, z tak bardzo znaną mi do tej pory wodą.

Ja i Karol Bogalecki, z którym pływam najwięcej, mamy podobne spojrzenie na ten temat. Nasze drogi połączyły się ponad 10 lat temu, kiedy to pierwszy raz pojechaliśmy pod namiot na prognozę do Łeby. Na wodzie pływaliśmy oczywiście w zestawach windsurfingowych, bo tak nam wtedy podpowiadał nasz radykalizm, nie było akceptacji dla innych form z naszej strony. Bylibyśmy gotowi podziurawić latawce kajciarzy, jeśli tylko wjechaliby przed nas na falę lub zabrali trochę wiatru. Dziś to już zupełnie inna gadka, earn your turns – to warunki ustają kto staje na pierwszym miejscu.

Chałupy, fot. Mikołaj Milewicz

To właśnie przez tę ideologię nazywam siebie „watermanem”, a taki sposób myślenia pozwala mi uważać się za dosyć dojrzałego zawodnika, pomimo wciąż młodego wieku. Jeśli ktoś narzeka na wind’a, a pływał w życiu tylko na kajcie, to wiem że prawdopodobnie zaczyna dopiero swoją przygodę ze sportami wodnymi. Wytrawni gracze zawsze odnoszą się z duża dozą pokory i szacunku w stosunku do wszystkich wodnych zajawek.

Surfing w tym zestawieniu pozornie prezentuje się jako najprostszy, zarówno pod kątem umiejętności jak i sprzętu. No bo przecież brak tutaj żagla, latawca, kierunku wiatru i tym podobnych. Bierzesz dechę i na falę, proste! Tak też bym to pewnie widział, gdybym swoją przygodę z surfingiem rozpoczął nad brzegiem oceanu, gdzie sprawdzanie prognozy nie ma większego sensu, bo fala jest zawsze. OK, nie zawsze, ale ok. 300 dni w roku, czyli dokładnie tyle ile nie ma jej u nas, na Bałtyku. I właśnie w tym miejscu wyjaśniliśmy najważniejszy z powodów, dla którego polski surfing jest tak satysfakcjonujący – jest go niesamowicie mało.

Chałupy, fot. Mikołaj Milewicz

Reszta powodów jest niepoliczalna. Każdy kto pływa, ma ich różną ilość i inaczej je interpretuje. Dla mnie mnóstwo impulsów pojawia się w momencie, gdy idę do sklepu, który prowadzę wraz z przyjaciółmi. Sprzedajemy pianki do surfingu, więc naturalnym jest, że jesteśmy bardzo blisko tego sportu. Kolejny powód do jego uprawiania pojawił się dosyć niedawno, a jego historia to dla mnie piękne wspomnienie. Pewnego czwartkowego popołudnia wszedł do naszego sklepu świetnie ubrany klient, który jak się potem okazało, był Portugalczykiem. Po kilku zdaniach zdradził nam, że jest wielkim pasjonatem surfingu i cieszy się, że znalazł sklep w którym poznał miłośników tego sportu. Nie był zbytnio oporny, kiedy zaproponowałem mu wspólny wyjazd na sobotnią prognozę i obiecał, że z przyjemnością cyknie nam zdjęcia podczas pływania. Kiedy siedzieliśmy w wodzie z ekipą, a on został sam na brzegu, postanowiłem udostępnić mu moją piankę, aby mógł spróbować swoich sił. Najwidoczniej nie należał do osób, które trzeba długo namawiać i po 10 minutach mogłem obserwować jego próby. Zdradziło go pierwsze pięć machnięć ręką, już po tym wiedziałem, że mamy do czynienia z niesamowicie skromną jednostką – Thomas w przeciągu 30 minut spędzonych w wodzie, zaliczył 20 fal i zamknął się w dwóch tubach. Zbieraliśmy z ekipą szczęki z piachu.

Surfing to energia. A ten w Polsce, w zimnej bałtyckiej wodzie, to energia spotęgowana. Daj się zaprosić i wpadaj na północ na wspólne pływanie.

Czekamy na Ciebie w Dasea People.

Kacper Stachura

Comments are closed.