Jest 6 października 2021r. – niespełna dwutygodniowa wizyta na stacji polarnej Hornsund dobiega końca. Za oknem deszcz, hula wiatr – typowa jesienna słota. Jutro wyjeżdżamy, a w zasadzie wypływamy. Wraz z kolegą zastanawiam się, jak jutro uda nam się tego dokonać, bo niemal cała zatoka zawalona jest lodem, a tam gdzie lodu nie ma, są szkiery. Na całe szczęście to nie nasze zmartwienie, są od tego inni. Właściciel statku zna się na swojej robocie, większość swojego życia spędził na morzach, ulepiony jest z tutejszej gliny, oszlifowany przez tutejsze warunki pogodowe, które raczej nie rozpieszczają. Gdy płynęliśmy tutaj ze stolicy Svalbardu tj. Longyearbyen, ja zakładałem na siebie wszystko, co miałem pod ręką, aby wyjść na pokład, on przechadzał się po nim w rozpiętej niezbyt grubej kurtce mając pod spodem jedynie sfatygowaną koszulę.

Poranek na łajbie

Do polskiej stacji polarnej Hornsund trafiliśmy w celu zapoznania się z terenem działania polarników i zagrożeniami, jakie mogą ich tam napotkać. Coroczne profilaktyczne szkolenia, które organizujemy już od dobrych kilku lat na zlecenie Polskiej Akademii Nauk, mają na celu zapobieganie wypadkom wśród zimowników. Stąd nasza obecność w tym miejscu. Dodatkowo przez czas pobytu pomagaliśmy Bartkowi, pracownikowi PAN w pracach badawczych na okolicznych lodowcach.

Rozładunek
W stronę lodowca Hansa

Tutejszy krajobraz tworzy od strony stacji badawczej zatoka Horn tj. Hornsund wraz z morzem Grenlandzkim, tundra pokryta mchami i porostami oraz góry i lodowce. Największy z nich w okolicy to Hans – długi na około 16 km, szeroki na 3-4 km. Niestety na podstawie tego, czego dowiaduję się od Bartka, średnia temperatura roczna mierzona w okolicach stacji cały czas się podnosi średnio o około 1.14 stopni Celsjusza w ciągu dekady na przestrzeni lat od1979 do 2018.W związku z tym okoliczne lodowce w oczach znikają. Sam lodowiec Hansa w ciągu 30 lat cofnął się o około 3 km, a z każdym rokiem licząc od 1989r. jego bilans jest ujemny. Co tu więcej pisać – efekt globalnego ocieplenia jest tutaj namacalny.

Źródło: Błaszczyk et al. 2013
Na lodowcu Hansa

Chodząc po tutejszej okolicy natrafiamy na tutejszą faunę – są to lisy i renifery, których jest najwięcej. Podczas przechadzek wielokrotnie zdarzyło nam się natrafić na poroża. Czasem można natrafić na niedźwiedzia polarnego. Niestety (a może na całe szczęście), ja nie miałem okazji go spotkać. Podczas naszego pobytu biały miś raz podszedł do stacji, natomiast chłopakom kierującym się wybrzeżem na zachód, dwukrotnie stanął na drodze, przez co byli zmuszeni zawrócić w efekcie nie wykonując zaplanowanej roboty.

Pozostałości bazy glacjologicznej z lat 70.

Mimo, że zdecydowana większość napotkanych niedźwiedzi unika ludzi, to średnio 1/10 z nich może zainteresować się człowiekiem i podejść bliżej. Jednak bardzo rzadko zdarza się, że człowiek zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia. Niestety zdarzają się i takie wypadki, jak ten dwa lata temu w Longyearbyen, kiedy to turysta został w nocy wyciągnięty z namiotu przez niego, a następnie zjedzony.

Wienertinden obiekt naszego wspinaczkowego zainteresowania
Arktyczne krajobrazy

Dlatego nie bez powodu osoby przyjeżdżające na Spitsbergen powinny być przeszkolone w temacie użycia broni, a osoby chcące spać „pod chmurką”, powinny rozstawiać warty. My byliśmy przeszkoleni na tyle, na ile można było być przeszkolonym, podczas zajęć trwających pół dnia jeszcze w Polsce. Zakazane jest poruszanie się w pojedynkę, muszą być co najmniej dwie osoby i dwie sztuki broni na wypadek, gdyby niedźwiedź chciał się nami bliżej zainteresować.

Tundra
To był kiedyś renifer

W ostatnich dniach wykroiło nam się kilka dni wolnego od pracy. Wiedząc, że rejon posiada pewien potencjał wspinaczkowy, na tę okazję przywieźliśmy z Polski trochę wspinaczkowego szpeju. Okoliczne góry może nie są wysokie, jednak biorąc pod uwagę, że startują niemalże znad morza, już takie niskie się nie wydają. Najbardziej znany jest szczyt Horsundtind o wysokości 1431m n.p.m., po raz pierwszy zdobyty w 1938r. ze swoją, na ile się dowiadywałem, niezdobytą północno-wschodnią ścianą o przewyższeniu około 1100m. Ściana z daleka robi wrażenie, natomiast jest na tyle oddalona, że wymaga więcej czasu i grubszej logistyki, aby móc myśleć o wspinaniu na nią. My co najwyżej mogliśmy oddać próbę na jednej z okolicznych ścian w okolicach lodowca Hansa. Niestety po kilku dniach spędzonych w terenie wiemy, że jeśli chcielibyśmy myśleć o wspinaniu, konieczny jest mróz. Jakość skały jest tutaj na ogół fatalna – istna biblioteka. Skałę można wyciągać jak książki, miejscami ma ona konsystencję chałwy. Jednego dnia wraz z Łukaszem wychodzimy na wspinanie, jednak wysoka temperatura i ostatecznie opad deszczu oraz brak przekonania co do naszych wspinaczkowych zamiarów powoduje, że w drodze przez lodowiec, zawracamy.

Widok z Rotjesfjellet

Ten wyjazd dał mi możliwość po raz pierwszy zobaczenia strefy polarnej rejonu Arktyki, zachłyśnięcia się tutejszym krajobrazem często w towarzystwie bardzo sympatycznej ekipy polarników i naukowców, której przyjdzie spędzić tutaj cały rok, włączając w to noc polarną. W sumie to im tego nie zazdroszczę 🙂

 

Jan Kuczera

 

 

 

Comments are closed.