Jak jest?
Wydawać by się mogło, że o smogu wiemy już wszystko. W polskich mediach, ostatnimi laty, w okresach od października aż do kwietnia, słowo to jest odmieniane przez wszystkie przypadki. W kwietniu bierzemy głęboki oddech i zapominamy o problemie na czas lata i wczesnej jesieni. Jednak problem wraca, jak bumerang, wraz z nadejściem zimna. My Polacy węgiel mamy we krwi, i to dosłownie. Oddychanie polskim powietrzem jest równoznaczne z dożylnym przyjęciem mikroskopijnej wielkości pyłów zawieszonych PM2,5. Cząsteczki tych pyłów i znajdujące się na ich powierzchni metale ciężkie są tak małe, że przedostają się do pęcherzyków płucnych, a z nich do krwi. Jednak spalanie węgla oznacza nie tylko produkcję zanieczyszczeń takich jak pyły czy rakotwórczy benzopiren, ale także emisję dwutlenku węgla. Największym źródłem emisji CO2 nie są domy – tak jak w przypadku zanieczyszczeń „smogowych” – a elektrownie i elektrociepłownie węglowe.
Betonowanie energetyki
Aktualnie Ministrem Energii w Polsce jest Krzysztof Tchórzewski. W skrócie, za jego rządów wszystko idzie nie tak: nastąpił wzrost importu węgla, gazu i prądu, spadła produkcja krajowej energii z odnawialnych źródeł, z kolei wzrosły emisje gazów cieplarnianych. Ostatnie kilka lat to czas stracony dla odnawialnych źródeł energii, w skrócie OZE (np. słońce, wiatr, biomasa). Energetyka słoneczna wciąż raczkuje i nie rozwija się wystarczająco szybko w stosunku do potrzeb. Na mocy jednej ustawy w zasadzie zablokowano powstawanie elektrowni wiatrowych na lądzie. Te mające powstać na morzu są w sferze odległych planów, ponieważ w Polsce nie ma odpowiedniej ku temu polityki. Dla porównania, po niemieckiej stronie Bałtyku takie elektrownie działają od lat. Polacy płacą jedne z najwyższych cen za prąd w UE. Aby pokazać jak absurdalna jest nasza obecna polityka energetyczna należy podkreślić, że produkcja energii z wiatru jest nawet o połowę tańsza od energii z węgla.

WĘGIEL ZABIJA. Akcja protestacyjna pod elektrownią Janschwalde. Wzięli w niej udział mieszkańcy przygranicznych gmin,mieszkańcy Wielkopolski i Kujaw z terenów dotkniętych odkrywkami oraz aktywiści ekologiczni z Polski, Niemiec i Czech. fot. BOGUSZ BILEWSKI
Bezpieczeństwo
Odejście od paliw kopalnych oznacza większe bezpieczeństwo energetyczne Polski. Nie ma możliwości utrzymania niezależności energetycznej kraju pozostając przy węglu. Dlaczego tak jest? Od wielu lat wydobycie w Polsce spada. Wydobywany surowiec jest coraz słabszej jakości, jest wilgotny, zawiera więcej popiołu i siarki. Pozostanie przy węglu oznacza zwiększanie jego importu, głównie z Rosji, USA, Kolumbii ale też Australii. Według Eurostatu w 2018 r. import węgla kamiennego wzrósł o połowę i stanowi teraz 1/3 krajowego zużycia.
Polska jest drugim, po Niemczech, konsumentem węgla w UE. Różnica polega na tym, że Niemcy mają już strategię odchodzenia od węgla i w najbliższych latach będą wyłączać szereg elektrowni węglowych. W Polsce natomiast nie ma takiego planu. W ostatnich miesiącach partie opozycyjne zaproponowały daty odejścia Polski od węgla, natomiast rząd dalej obstaje przy węglu. Co więcej, buduje się kolejną elektrownię na węgiel. W obliczu zbliżającej się katastrofy klimatycznej Parlament Europejski wzywa kraje członkowskie Unii do odejścia od węgla do 2030 roku. Dla Polski produkującej prawie 80% prądu z węgla to nie lada wyzwanie, tym bardziej dziwi opieszałość polityków w tym temacie.
Rozwiązanie
Pomimo ogromnego sentymentu Polaków do branży górniczej, transformacja energetyczna w Polsce jest nieunikniona. Nie da się bez węgla? Na przykładzie Wielkiej Brytanii widać wyraźnie, że to nie prawda. W zaledwie 6 lat zmniejszono tam udział węgla w energetyce z 40% do 5%. Niestety w Polsce ostatnie lata to czas przespany, odejście od węgla wyraźnie zwolniło. Dekarbonizacja spotyka się z dużym oporem. Wynika to głównie z braku zrozumienia, ale również jest efektem działania lobby węglowego, które w Polsce jest wyjątkowo silne. Mimo, że działania na rzecz rezygnacji z paliw kopalnych są konieczne i niezwykle pilne, to konserwatywna polityka obecnego rządu znajduje poparcie wśród osób sceptycznie nastawionych do ochrony środowiska, a szczególnie wśród tzw. denialistów klimatycznych. Paradoksalnie, to właśnie zwolennikom konserwatywnych frakcji politycznych powinno zależeć na silnym i niezależnym sektorze energetycznym, na ochronie dziedzictwa przyrodniczego kraju i na poprawie ogólnego dobrostanu zdrowia rodaków.
Na koniec powtórzę, aby podkreślić wagę problemu, nie unikniemy transformacji energetycznej. Zmiany nadchodzą, mimo nieudolnych prób polityków odwrócenia od nich uwagi. Podobny poziom histerii ogarnął Polaków gdy wprowadzano kanalizację w miastach i na wsi. Podnosiły się głosy, że to nikomu niepotrzebne wynalazki z zagranicy. Należy mieć nadzieję, że zrobiliśmy duży krok naprzód od tamtych czasów i możliwe jest złamanie światopoglądowego status quo. Jeśli to się nie stanie, z pewnością zostaniemy nazwani „żywym skansenem Europy”.
Jolanta Sitarz-Wójcicka, Podhalański Alarm Smogowy