Północna ściana Eigeru – gra zespołowa i trochę na czas

AUTOR: admin
O AUTORZE
CRAGmagazine
AUTOR: admin

Redakcja CRAG Magazine to zespół ludzi wielu pasji, ale wszystkich łączy jedna, uwielbienie i dążenie do przebywania na łonie natury. Wspinamy się, skiturujemy, jeździmy na rowerach wszelkiej maści, chodzimy po górach, podróżujemy, bushcraftujemy, biwakujemy, a potem chętnie dzielimy się tym z Wami.
Crag Sport
Jesteśmy młodą, dynamicznie rozwijającą się firmą, której celem jest dostarczanie najwyższej jakości produktów sportowych i turystycznych. Firma działa od 2013 r. jako wyłączny przedstawiciel marki Black Diamond na polskim rynku. W swoim portfolio gromadzimy szereg specjalistycznych marek outdoorowych, będących liderami w branży, związanych ze wspinaniem, aktywnościami górskimi i szeroko pojętym outdoorem.
WSPINACZKA
27 kwietnia, 2022

Kacpra złapaliśmy w drodze do pracy, czyli na podejściu pod Murowaniec, koło 8 rano, więc rozmowa, która była kanwą dla tego wpisu, odbyła się w warunkach dla niego niemal naturalnych i dynamicznie 😉. A spytaliśmy go m.in. o ostatnie szybkie przejście północnej ściany Eigeru.

Trochę eigerowej historii

Na początek kilka liczb i faktów, bo nie tyle szczyt, co właśnie jego północna ściana mają długą i niezwykle burzliwą historię zdobywania.

Eiger jest szczytem Alp Berneńskich, wnoszącym się ponad Grindelwaldem na wysokość 3970 m n.p.m. Północna ściana jest jedną z najtrudniejszych, a do tego najdłuższą w Alpach –  ponad 1800 m.

Szczyt został zdobyty po raz pierwszy w 1858 roku przez Charlesa Barringtona oraz jego dwóch przewodników – Christiana Almera i Petera Bohrena, którzy osiągnęli szczyt od zachodu, poruszając się wzdłuż grani.  Dopiero z końcem XIX i początkiem XX wieku rozpoczęto walkę o zdobycie góry jej północną ścianą i niestety droga do jej zdobycia była wyboista, a ściana ma na swoim sumieniu sporo istnień ludzkich.

Pierwszymi śmiałkami byli Max Sedlmayer i Karl Mehringer, którzy podjęli się próby zdobycia Nordwandu w 1935 roku, które niestety przypłacili życiem. Rok później dwa połączone zespoły, Edi Rainer i Willy Angerer (Autsriacy) oraz Andreas Hinterstoisser i Toni Kurz (Bawarczycy) podjęli się kolejnej próby i to im udało się pokonać trudny trawers, który na ich cześć został nazwany – Trawersem Hinterstoissera. Niestety, także to przejście skończyło się tragicznie, a zespół nie osiągnął upragnionego szczytu, kończąc wspinaczkę na wysokości Biwaku śmierci. Ich zmagania stały się zresztą kanwą filmu fabularnego z 2008 r., „Nordwand” właśnie.

Kolejne ekipy mierzyły się z potęgą ściany z różnym skutkiem, aż do lipca 1938 roku, kiedy to udało się ją zdobyć dwóm zespołom, które połączyły swoje siły już w ścianie, w składzie: Heinrich Harrer i Fritz Kasparek oraz Ludwig Vörg i Anderl Heckmair. Przejście nie obyło się bez dramatycznych zwrotów akcji, niemniej cała czwórka, po długiej walce w ścianie (3 dni) stanęła wreszcie na szczycie Eigeru. Odtąd droga zyskała nazwę Heckmaira.

Z ważnych dat warto wspomnieć jeszcze tę związaną z pierwszym zimowym przejściem Nordwandu, którego dokonali w latach 60. Walter Almberger, Toni Hiebeler oraz Toni Kinshofer i Anderl Mannhardt. Pierwsze polskie przejście stało się za to udziałem zespołu – Stanisław Biel i Jan Mostowski i miało miejsce w sierpniu 1961 roku. W historii Eigeru były też rekordowe przejścia solowe. Najszybsze, jak dotychczas, takie właśnie przejście, klasycznej drogi na północnej ścianie należy do Uelego Stecka, którego dokonał w 2015 r. w czasie 2h i 22 min.

Eiger North Face trójkowo i w niecałe 19 godzin

A teraz wróćmy do 17 kwietnia 2022 roku, kiedy to zespołowi w składzie: Kacper Tekieli, Maciej Ciesielski i Piotr Sułowski udało się pokonać północną ścianę w jeden dzień, a dokładniej w niecałe 19 godzin.

Trzeba wspomnieć, że nie było to przejście rekordowe, jednakże mając na uwadze działanie w zespole trzyosobowym, można je zaliczyć do dość szybkich. Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę niby dobre, ale jednak wymagające momentami warunki w drodze.

Obecnie, jak podkreśla Kacper, północna ściana jest zaliczana do wciąż bardzo wymagających, ale jednak tzw. alpejskich klasyków i przestała być postrachem wspinaczy, choć i tak potrafi zaskoczyć niejednego wprawnego alpinistę, bo znana jest choćby ze specyficznego mikroklimatu i zmienności aury. Jest na pewno marzeniem wielu, szczególnie tych, dla których aspekt historyczny ma duże znaczenie.

Kacper ma już na swoim koncie Nordwand, który zdobył w zespole dwójkowym, z Andrzejem Życzkowskim, w marcu 2016 roku. Zajęło im to wtedy ponad 40 godzin. Szli z pełnym obciążeniem i nastawieniem na biwak i ekstremalne, niemal himalajskie, mrozy. Prognozy rzeczywiście się sprawdziły. Zaczynali więc w bardzo trudnych warunkach i załamaniu pogody. Ta poprawiła się dopiero w kolejnym dniu, kiedy udało im się drogę szczęśliwie ukończyć.

Tym razem jednak celem było zrobienie klasycznej drogi w jeden dzień, na lekko, bez biwaków i zbędnego obciążenia. Czas grał tutaj sporą rolę, niemniej zgrana ekipa i przyjemność z zespołowego wspinania była dla chłopaków równie istotna.

Przypomnijmy jeszcze, że rok temu ten sam zespół, w rekordowym czasie pokonał zimą Expandera, co zajęło im niecałe 44 godziny, a po drodze nie zakładali żadnych biwaków, depozytów czy wsparcia. Można więc spokojnie powiedzieć, że na sukces ich zespołowych działań i szybkość mają na pewno wpływ wieloletnie doświadczenie wszystkich członków zespołu, wspólne projekty i sprawdzenie się w niejednej akcji, a co za nim idzie ogromną sprawność w poruszaniu w ścianie.

Tym bardziej nie dziwi, że chłopakom udało się osiągnąć zamierzony cel i stanąć na szczycie Eigeru po niecałych 19 godzinach wspinania.

Warunki jakie zastali w ścianie nie były z gatunku tych najgorszych, ale momentami brak śniegu lub dobrze wylanego lodu dawał im się we znaki. Już sam start był dość trudny, a Kacper opisał go jako lekko nieasekurowalny i „żywcowy”. Kolejne trzy wyciągi poszły całkiem sprawnie, tak, że ok godziny 9.00 rano cała trójka zameldowała się na Biwaku śmierci, gdzie o urodzinach Maćka przypomniała Kacprowi smsowo żona. Nie przerywając zbytnio akcji, odśpiewali Jubilatowi „Sto lat” i ruszyli dalej.

Najbardziej wymagające okazały się wyciągi Rampy, które były trudne asekuracyjnie, momentami niemal run-outowe i bardziej drytoolowe niż zimowe w charakterze, w tych warunkach, a także Trawers bogów, który prawie bez śniegu, stał się dość czujny i „losowy”.

Końcówka, która zwykle o tej porze kończy się firnowymi polami, tutaj była dobrze asekurowalna, ale mocno wylodzona, a więc też wymagająca fizycznie. Mimo to, po 18 h i 57 min dokładnie, cała trójka stanęła na szczycie.

Kacper podkreślił, że trudno rozpatrywać to przejście w kategorii wyczynu. Należy na nie patrzeć raczej jako na trudnego i eksploatującego klasyka, niemniej był to dla wszystkich członków ekipy kawał pięknego, partnerskiego wspinania i sposób na chwilowe oderwanie myśli od, co by nie było, ciężkich czasów, które każdego wrażliwego człowieka wpędziły w raczej minorowy nastrój.

Dobra pogoda, niezłe, choć wymagające warunki w ścianie, doborowe towarzystwo i dobre tempo, były gwarantem sukcesu i dobrym podsumowaniem sezonu, a dla Maćka dodatkowo niezłym prezentem urodzinowym 😉

Post scriptum

Nie omieszkaliśmy zapytać Kacpra jak udaje mu się łączyć takie projekty z codzienną pracą instruktorską, kursem przewodnika IVBV, czyli ogromnym pochłaniaczem czasu i energii, który właśnie realizuje, z tzw. zwykłym życiem, licząc na pro-tipy odnośnie zarządzania czasem i rozciągania czasoprzestrzeni 😉 Okazało się, że połączenie pasji, umiłowanie pracy z ludźmi i działań z przyjaciółmi, dobra organizacja, wsparcie rodziny, a najbardziej żony, jest kluczem do sukcesu.

Póki co Kacper koncentruje się na kursie, niemniej zdradził, że jakieś ciekawe plany „łańcuchowe” też już w głowie powstają i jak tylko ujrzą światło dzienne, będziemy mamy nadzieję pierwszymi, którzy będą o tym wiedzieć i chętnie Wam o tym opowiemy.

 

 

 

 

 

 

Zobacz także

Test butów wspinaczkowych Method od Black Diamond
PRODUKTY  |   WSPINACZKA
20 września, 2022

W tym szaleństwie jest METHODa

PRZECZYTAJ
WSPINACZKA
18 stycznia, 2021

Kazalnica – lista osobista Janka Kuczery (część I)

PRZECZYTAJ
LIFESTYLE  |   PODRÓŻE
29 maja, 2019

Dżibuti – państwo na wynajem

PRZECZYTAJ
SPORT
06 lutego, 2018

Sztuka latania na wodzie czyli kitesurfing

PRZECZYTAJ