Skye Trail. Piękny spacer przez szkocką wyspę

AUTOR: Krzysztof Story
O AUTORZE
AUTOR: Krzysztof Story

Krzysztof Story – Reporter, podróżnik. Teksty i podkasty publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym” i na portalu Frontstory.pl. Piękno przyrody przedkłada nad każde inne. Wspina się, podróżuje i kolekcjonuje zdjęcia napisów na murach. Autor książki “Stąd. 150 drzwi pod jednym adresem”. Zdjęcia i teksty publikuje też na www.krzysztofstory.pl
Crag Sport
Jesteśmy młodą, dynamicznie rozwijającą się firmą, której celem jest dostarczanie najwyższej jakości produktów sportowych i turystycznych. Firma działa od 2013 r. jako wyłączny przedstawiciel marki Black Diamond na polskim rynku. W swoim portfolio gromadzimy szereg specjalistycznych marek outdoorowych, będących liderami w branży, związanych ze wspinaniem, aktywnościami górskimi i szeroko pojętym outdoorem.
PODRÓŻE
21 maja, 2026

Było już po zachodzie słońca, gdy dopakowałem ostatnie zakupy, poubierałem odpowiednią do brytyjskiej zimy liczbę warstw i wyszedłem z Broadford, drugiego największego miasta na wyspie Skye. Początek wędrówki wypadł mi akurat 14 lutego, w głowie miałem już więc całą kolekcję żartów o spędzaniu Walentynek w jednym z najbardziej bezludnych miejsc w Europie, w których owiec jest o wiele więcej niż ludzi. Do owiec jeszcze na moment wrócę, żarty zostawię na najbliższe wesela i imieniny.

Pierwszy odcinek szlaku był idealny do nocnej wędrówki pod gwiazdami, równy i szeroki, prowadził nasypem dawnej kolei – ponad 100 lat temu małe, towarowe pociągi zwoziły tędy do portu w Broadford marmur z pobliskich kamieniołomów.

Czekało na mnie prawie 130 kilometrów wędrówki przez krajobrazy i przestrzenie północnej Szkocji.

fot. Krzysztof Story

Szlak

Isle of Skye jest czwartą największą z brytyjskich wysp (wyprzedzają ją tylko Lewis and Harris, Irlandia i oczywiście sama Wielka Brytania). Pomysł na długą wędrówkę z południe na północ wyspy narodził się prawie 30 lat temu, przechodził kilka różnych modyfikacji i ostatecznie funkcjonuje pod nazwą Skye Trail.

W bazowej wersji ma 128 kilometrów, a przewodnik dzieli go na 7 etapów:

  • Etap 1: Broadford – Torrin (20 km)
  • Etap 2: Torrin – Elgol (16,5 km)
  • Etap 3: Elgol – Sligachan (18 km)
  • Etap 4: Sligachan – Portree (19 km)
  • Etap 5: Portree – The Storr (14 km)
  • Etap 6: The Storr – Flodigarry (28 km) – najbardziej wymagający etap, prowadzący przez grań Trotternish
  • Etap 7: Flodigarry – Rubha Hunish (11,5 km)

Jak na każdym szlaku, polecam się nie przejmować tym sztywnym podziałem na etapy i „iść, jak puszcza”, zwłaszcza że o wszystkim i tak zadecyduje szkocka pogoda.

fot. Krzysztof Story

Szlak (jak wszystkie w Szkocji poza najpopularniejszym West Highland Way) nie jest znakowany w terenie, polskie przyzwyczajenia do kolorowych pasków na drzewach i kamieniach musimy zostawić w domu. Zamiast tego warto mieć mapę, przewodnik, a szczególnie zimą nie zaszkodzi dobry GPS z wgranym śladem trasy. Telefony łatwo przegrywają walkę ze szkocką pogodą i brakiem prądu na szlaku.

Szlak jest tak samo różnorodny jak cała wyspa, a na Skye znajdziemy wszystko od pięknych piaszczystych plaż do gór o wysokości do 1000 m.n.p.m., co nie robi żadnego wrażenia dopóki nie zobaczycie kilometrowych ścian wyrastających prosto z morza. Większość trasy prowadzi dobrze widocznymi ścieżkami, ba, jest nawet krótki epizod klepania asfaltem (w etapie 4.), ale są też nieliczne odcinki, gdzie ścieżkę przez porośnięte wrzosami bagno trzeba sobie po prostu wyobrazić.

fot. Krzysztof Story

A, jeszcze jedno – kierunek. Większość dyskusji na forach poświęconych Skye Trail dotyczy właśnie tego dylematu. Przewodnik opisuje szlak z północy na południe, ja w tym artykule – dokładnie odwrotnie. Jeśli wolicie start w mieście i spektakularny finisz na półwyspie, gdzie latem przypływają delfiny i wieloryby, witajcie w klubie. Poza tym ja po prostu lubię chodzić na północ.

fot. Krzysztof Story

Kiedy jechać

Szczyt sezonu na Skye przypada oczywiście na lato – lipiec i sierpień. Niestety to oznacza, że na wyspie jest wtedy mnóstwo turystów, zarezerwowanie jakiegokolwiek noclegu graniczy z cudem, a dodatkowo musimy się zmierzyć z najpotężniejszym szkockim drapieżnikiem – tysiącem małych meszek. Moskitiera, długie rękawy i rękawiczki – obowiązkowo.

Dlatego wędrowcy w Szkocji najczęściej wybierają czas od kwietnia do czerwca albo okienko jesienne – wrzesień – październik. Meszek i ludzi jest wtedy mniej, a pogoda potrafi być naprawdę niezła.

fot. Krzysztof Story

Ja wybrałem zimę. Wtedy nie musimy się martwić o meszki ani tłok na szlaku. Za to pogoda potrafi dać w kość. Brytyjskie zimy nie są ani szczególnie mroźne, ani śnieżne, ale w wyższych partiach gór potrafi być prawdziwie zimowo, warto zabrać przynajmniej raczki i przygotować się na temperatury odczuwalne kilkanaście stopni poniżej zera.

Grań pierwsza i Bla Bheinn

Na początku wędrówki pogoda była dla mnie niesamowicie łaskawa. Prawie nie padało, słońce często przebijało się przez chmury, a za Elgol widziałem jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w swoim życiu.

Doceniam to mocno, bo ta pierwsza część szlaku (od Broadford aż do Sligachan) prowadzi przez spektakularną przestrzeń. Wiele kilometrów idziemy wzdłuż oceanu, często po eksponowanych klifach. Nie ma tu żadnych trudności wspinaczkowych, ale fragmenty (np. od Elgol do zatoki Camasunary) przy deszczu i mocnym wietrze mogą być bardzo niebezpieczne.

fot. Krzysztof Story

Są też obłędnie piękne. Szlak przechodzi u stóp masywu Cuillin, najbardziej honornej grani górskiej w całej Wielkiej Brytanii. Gdybyście jechali na Skye z ambicjami wspinaczkowymi, polecam wybrać się właśnie w ten rejon.

Szlak w bazowej wersji nie wchodzi na żadną naprawdę wysoką górę, ale dla chcącego nic trudnego: etap drugi można pójść „skrótem” przez szczyt Bla Bheinn (928 m.n.p.m.). To jedyne miejsce, gdzie przez całą wędrówkę używałem raczków.

fot. Krzysztof Story

Biwaki

Biwakowanie na dziko jest w Szkocji dozwolone (poza miejscami, gdzie jest to wyraźnie zakazane), ale na Skye warto biwaki dokładnie zaplanować, bo na stromych klifach czasem przez wiele kilometrów nie znajdziemy kawałka płaskiego terenu.

Przy szlaku znajdują się też dwie bothy – jedna w zatoce Camasunary, druga na mecie przy półwyspie Rubha Hunish (ta druga jest maleńka i w sezonie ciężko będzie tu znaleźć miejsce). To bezobsługowe, darmowe chaty, dawniej najczęściej służące pasterzom, a dziś udostępnione wędrowcom. Jest ich w całej Szkocji ponad setka, opiekuje się nimi organizacja Mountain Bothy Association.

fot. Krzysztof Story

W Portree, stolicy wyspy Skye, znajdziemy dwa hostele, w Torrin jeszcze jeden, a na całej wyspie sporo prywatnych kwater. Skye od kilku lat przeżywa boom turystyczny, więc w szczycie sezonu o miejsce jest bardzo ciężko, a przed marcem wszystko jest zamknięte. Tak czy inaczej: polecam zabrać namiot, dobry śpiwór i worek wodoszczelny, żeby nam ten śpiwór nie zamókł.

Zaopatrzenie i trochę historii

Gaz do kuchenki kupowałem jeszcze w Aberdeen, gdzie lądowałem. W samym Broadford na starcie szlaku jest supermarket Coop. Poza tym jedynym prawdziwym centrum zaopatrzenia na szlaku jest Portree. Dwutysięczne miasto oferuje wszystko od kawiarni i restauracji hinduskiej po sklep turystyczny i galerie ręcznie robionych rybackich swetrów (po szkocku „gansey”).

fot. Krzysztof Story

Poza tym Skye, jak cała północna Szkocja to głównie pustka i owce. Nie zawsze tak było. Wędrując często zobaczycie ruiny dawnych domów, czasem całych wsi, a nawet groby. To ciemna karta szkockiej opowieści, kiedy dziesiątki tysięcy ludzi z północy kraju wysiedlano siłą, by zrobić miejsce na pastwiska, a potem tereny do polowań. Cały proces miał miejsce prawie 200 lat temu (na Skye mieszkało wtedy dwa razy więcej ludzi niż teraz) i przeszedł do historii pod nazwą Highland Clearances). Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o trudnej i fascynującej historii tego północnego skrawka Europy, polecam książkę „Ziemia jednorożca. Podróż po Szkocji” znakomitej polskiej dziennikarki Patrycji Bukalskiej. Albo może traficie kiedyś na moją prelekcję o Szkocji na którymś z festiwali górskich czy podróżniczych.

fot. Krzysztof Story

Grań druga

Każdy szlak ma takie miejsca, które budzą szczególne emocje. Na Skye jest ich wiele, ale najbardziej wymagającym etapem bezdyskusyjnie jest grań Trotternish. Zaczyna się kilkanaście kilometrów za Portree, od podejścia pod fotografowaną przez miliony kamienną iglicę Old Man of Storr, jeden z symboli wyspy. Od parkingu podchodzi się do niej w pół godziny i nie zdziwcie się, jeśli ten fragment będziecie pokonywać w tłumie jak na Morskie Oko. 

I nie dziwcie się też, gdy miniecie kamiennego „Starego Dziada” i nagle zostaniecie sami. Czeka Was teraz kilkanaście kilometrów spaceru po odsłoniętej trawiastej, szerokiej grani. Z jednej strony urywa się za pionowym klifem, z drugiej powoli opada w coraz większe bagno. Przez kilkanaście kilometrów szlak nie schodzi poniżej 500 m.n.p.m., nie ma żadnej sensownej drogi wycofu (poza „do przodu!” albo „do tyłu!”), a jedyną osłoną od wiatru są małe, kamienne murki na przełęczy. A wieje tu podobno zawsze. Trotternish to kwintesencja szkockiego łomotu, polecam serdecznie wszystkim koneserom.

fot. Krzysztof Story

Jak i całą wędrówkę przez wyspę Skye. Choćby dla zdrowotności, bo północ Szkocji z jej pustką i ciągłym wiatrem od północnego Atlantyku to miejsce z najczystszym powietrzem w Europie.

Kończąc, jeszcze mała zagadka na temat grani Trotternish. Zgadnijcie, na którym etapie szlaku miałem absolutnie najgorszą pogodę z całej wędrówki i wiatr z deszczem w pysk przez cały dzień? Nie ma to jak klasyczne, szkockie poczucie humoru.

Źródła informacji

  • Korzystałem z przewodnika wydawnictwa Cicerone autorstwa Helen i Paula Websterów
  • Ci sami ludzie od lat prowadzą też znakomitą stronę WalkHighlands, która jest prawdziwą i darmową skarbnicą wiedzy o szkockich szlakach
  • Pogoda: poza zwykłymi serwisami i aplikacjami pogodowymi, prognozy dla Szkocji publikuje Mountain Weather Information Service, dla Skye warto zerknąć na „Northwest Highlands”. Ta opisowa prognoza podaje głównie prawdopodobieństwa zamiast konkretnych danych z jednej prostej przyczyny: współczesna meteorologia tak naprawdę nadal przegrywa ze szkockim terenem, w którym trzy doliny obok siebie potrafią mieć trzy różne pogody. Nie zdziwcie się, jeśli Wasza ulubiona prognoza będzie Was codziennie i bezczelnie oszukiwać.

Linki do profili autora:

Strona internetowa – www.krzysztofstory.pl

Facebook – https://www.facebook.com/krz.story

Instagram – https://www.instagram.com/krzysztof_story/

Zobacz także

EKO  |   LIFESTYLE  |   SPORT
20 grudnia, 2023

Nowa marka biegowa Kiliana Jorneta: NNormal. To już czas, by zredefiniować normalność! 

PRZECZYTAJ
PODRÓŻE
20 grudnia, 2019

Król wszystkich szlaków

PRZECZYTAJ
PRODUKTY
20 grudnia, 2016

Evolv Kronos i Krzysztof Sas-Nowosielski

PRZECZYTAJ