Jeżeli przepełniony jesteś duchem przygody i podejmowania ryzyka, być może, depcze ci po piętach Twoje własne pragnienie bycia sobą.

DSC08133
fot. Łukasz Waś

Szurnięty! Walnięty! Wariat!

Iluż z nas słyszało takie określenia, kiedy kolejny raz pakowaliśmy plecak, by ruszyć w odległy zakątek świata? Po co? Co powodowało, że porzucaliśmy ciepłe posadki, dom, rodzinę, przyjaciół by ruszyć w poszukiwanie Przygody? Przygody przez duże P – w wielkich niezdobytych jeszcze ścianach, na krańcach świata.

To góry sprawiają, że wracamy do natury, do prostego życia i myślenia, bez względu na wygody skomercjalizowanego świata. To komfort dla naszej psychiki. Jesteśmy produktem naturalnego świata. Chcemy czy też nie, odziedziczyliśmy make-up naszych przodków, którzy żyli w taki „prymitywny” sposób przez miliony lat. Jesteśmy spadkobiercami ich zachowań i minimalnych potrzeb. Cóż w tym dziwnego?
Życie zgodne z naturą albo jest w nas, albo nas pociąga – cenne jest jedno i drugie. Ten powrót do natury – prymitywny styl życia jest tu oczywiście zaprzeczeniem prymitywnego myślenia – jest czymś, czemu alpinizm nadaje kolorytu. Wierzymy, że korzyści jakie płyną ze spontaniczności, naturalności, czy jakkolwiek się to nazwie, a więc pochodnych form prymitywnego życia, osiągamy wtedy, kiedy w takiej przygodzie uczestniczymy a nie przez pryzmat wyobrażeń o niej.

Carl Jung, wielki opozycjonista Freuda, wierzył, że „…każda cywilizowana ludzka istota, bez względu na poziom rozwoju świadomości, w swoich głębszych pokładach psyche jest wciąż archaicznym człowiekiem”. Ten pierwotny człowiek jest wciąż w każdym z nas, nietknięty przez kulturę i edukację, wciąż walczący i żądający potrzeb. Pomimo modernistycznego pojmowania prymitywnego życia, pociąga nas myślenie i widzenie świata, który nie zależy od czasu – ani tego zamierzchłego, ani tego współczesnego – ale który ma wciąż nieustanne znaczenie.

Kazbek.
Kazbek

Prymitywizm w swojej istocie implikuje prostotę i  wolność – wolność od złożoności i zależności od współczesnego świata. Proste przetrwanie, to korzenie takiej egzystencji. W ślad za tym idzie próba eliminacji bólu i niebezpieczeństwa. Dziś, żyjąc tu i teraz, na takie „drobiazgi” nie zwracamy uwagi ale powrót do tych korzeni może odświeżyć i przywrócić w nas ogromny apetyt na życie. Większość poważnych górskich wypraw zasadza się na braku bezpieczeństwa i komfortu. Nie chodzi tu rzecz jasna o to, by krzesać kamienie jeśli chcemy rozpalić ognisko, lub gonić i ubić jakiegoś zwierzaka, by go zjeść. Nie, wracamy do gry w której nieprzyjazne nam środowisko, na ile to możliwe, staramy się uczynić bezpiecznym i komfortowym. Jest coś, czemu trzeba się przeciwstawić. Peter Boardman, angielski alpinista lat 70., nazwał to „prawdziwą sztuką”. Określenie o tyle trafne, że taki „powrót do prymitywu” tylko pozornie uwydatnia sprzeczność pomiędzy tamtym światem a tym, w którym żyjemy obecnie. Przede wszystkim uwydatnia głębię „tamtego”. W „normalnym” świecie, jeżeli tylko zdecydujemy coś zrobić, to jesteśmy przekonani, że możemy to zrobić. Życie wymaga od nas podejmowania decyzji, które jak nam się wydaje są ważne. Jeżeli nic się nie wydarzy, wpadamy w rozpacz. Przyczyna i skutek są zbyt luźno ze sobą powiązane. Niczego nie możemy zmienić, ponieważ świat stał się zbyt skomplikowany, każdy z nas ciągnie go w swoim kierunku.

Alpinizm może być antidotum na efekty współczesności i może uda nam się, choć przez chwilę, uczestniczyć w tej sztuce, zagrać w grze przeciw niewątpliwie czasami, poważnym problemom współczesnego życia. Możesz umrzeć, jeżeli podejmiesz złą decyzję. W jednej chwili, wolne, czasami beztroskie życie zamienia się w pełną powagi sytuację. Ale podejmujesz decyzję Ty. I wtedy właśnie poczujesz, że żyjesz naprawdę. W górach, zawsze warto modelować sytuacje, w których podejmowane decyzje są wyrazem woli a nie przymusu. Jeżeli zaakceptujemy reguły tej gry, fatalizm wyniku będzie miał mniejsze znaczenie. „Co mogę zrobić więcej?”. Los w tej grze ma ostatnie słowo i nic innego się nie liczy.  Jest oczywistym, że niczego nie osiągniemy bez ryzyka. Ryzyko jest wpisane w alpinizm. Alpinizm bez ryzyka jest albo udawaniem albo mdłym przedstawieniem. Ryzyko ma wartość; a ta wartość jest religią. I jeżeli jesteśmy w stanie je ponieść, to czyni nas myślącymi.

Alpy Francuskie
Alpy Francuskie

Świadomość otaczającego nas świata i jego postrzeganie za bardzo opiera się na porównywaniu i kontrastowaniu. Nie jesteśmy w stanie ocenić sytuacji samej w sobie. Zawsze potrzebujemy coś jeszcze, do czego moglibyśmy się odnieść. Jesteśmy wstrząśnięci zmianami, jakie powodują okoliczności, ale nie okolicznościami samymi w sobie. Sedno tego problemu tkwi w nas samych, w ludzkiej tendencji do brania rzeczy za pewne i w wierze we własną wszechmoc.

Jeżeli naprawdę jesteśmy obudzeni, zobaczymy rzeczy takimi, jakimi są w istocie a przynajmniej zdamy sobie sprawę jak na wiele rzeczy byliśmy ślepi i nieczuli. Być naprawdę ożywionym, to po prostu w tym świecie być. My wszyscy żyjemy trochę jak w hipnozie. Nie jesteśmy świadomi wielu prawdziwych sytuacji, zapominamy o śmierci, o nieodwracalnej naturze każdego momentu. Dopiero jeżeli wydarzy się coś, co uderza w nas, doznajemy szoku. Dopiero wtedy stajemy na nogi.

Wiele z tych prawd reprezentuje alpinizm. Powrót do życia po dramatycznych przeżyciach powoduje, że wracamy inni, z nowymi siłami, cieszymy się. Co może zmienić się w życiu sklepikarza, urzędnika, speców od ustaw…? Iluż z nas pod powłoką powalonego przez śnieg i wiatr namiotu decydowało się na zmiany w swoim życiu, snuło plany, jeżeli tylko… stąd zjadę, stąd zejdę… jak wtedy smakowała herbata, jak pyszny wydawał się najprostszy posiłek, a jakie rozmowy…

Ci, bez sympatii do podejmowania ryzyka, wszelkie te działania określają jako ślepa głupota. Wspinający się w górach są tak samo nieomylni, ślepi jak każdy inni. Ale przynajmniej o tym wiedzą. Więc może są mniej ślepi.
Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że bez względu na to w jakie szaty ubierzemy ducha przygody, podejmowanie ryzyka będzie zawsze skrajnie egocentryczne. Cokolwiek miałyby do powiedzenia na ten temat dogmaty religijne, to wszystkie te duchowe doświadczenia, takimi właśnie są. A sama religia? No cóż, wg Williama Jamesa, to „największy rozdział w całej historii ludzkiego egoizmu”.

Matterhorn
Matterhorn

Alpinizm jest naprawdę egocentryczny i jego wyznawcy są wśród największych egoistów jakich znam. Jak w każdym innym sporcie i w alpinizmie czai się rozbuchane ego, łakomstwo i proza. Z drugiej strony, ten egoizm na podłożu powagi celów może być moralnie obroniony. Zdarza się, że wyprawa górska, żegluga po wielkich wodach czy ekstremalny zjazd na nartach może stać się mistycznym przeżyciem z psychicznymi czy wręcz religijnymi reperkusjami. I żeby nie być posądzonym o zadęcie -niewłaściwym zachowaniem możemy spaskudzić najbardziej odległy i najpiękniejszy zakątek świata. Poza tym, któż z nas, nawet w codziennym życiu, nie zna uczucia egoizmu? Poza może świętymi, dzieli go cała ludzka rasa.

Świat może i przeżywa duchowy kryzys ale dobra wiadomość jest taka, że pomimo tego, iż tradycyjna  struktura religijna może i jest dogmatyczna czy intelektualnie uproszczona, ludzie odkrywają nowe formy duchowego życia. Jedną z takich form jest alpinizm ale nie poprzez związek z tradycyjnym ikonograficznym postrzeganiem gór czy wysławianiem ich w psalmach ale poprzez doświadczenie bycia w nich co samo w sobie może mieć na nas wpływ niezwykły. Alpinizm i góry są formą pielgrzymowania. Celem alpinisty – czytałem gdzieś – jest przejąć rolę mędrca Zen.

Czy coś z tego ocalało dziś? Odpowiedź brzmi, tak! Niekończące się tygodnie w bazie, przeczekiwanie załamania pogody to przede wszystkim podstawowe przybory do duchowego wglądu w siebie momenty ciszy w górach budziły w nas radość, spokój i uczucie wieczności wręcz. Być może lepiej zrozumiemy słowa Williama Lawa: po to jesteśmy w tym świecie, żeby przekraczać granice czasu.
Oczywiście, porównywanie alpinizmu z mądrością Zen wydaje się groteskowe i na niejednym z nas rozgwieżdżona noc wysoko w górach, ogrom otaczającej nas natury nie robi żadnego wrażenia. Ale to co może się stać w górach i co może być nam dane to owe mistyczne przekroczenie granic czasu. Dla niejednego turysty, dotarcie popularnym trekkingowym szlakiem do bazy pod Everestem i pobyt tam to ogromne przeżycie. Z pewnością trekking w górach może uwznioślać.

Lofoty
Lofoty

Czy to coś niezwykłego? Góry jako substytut dla tradycyjnej religii to nic nowego. Nieprzypadkowo przecież pierwsze klasztory powstawały właśnie w górach. Ale problemem dla alpinizmu, czy dla życia w ogóle, nie jest sprzeczność takich pojęć jak ekspansjonizm i umiar, egocentryzm i altruizm ale pragnienie powrotu do prymitywnych form życia z jednej strony, a przywiązaniem do bezpieczeństwa i nadziei życia z drugiej. To, czego tak naprawdę potrzebujemy, to równowaga – przede wszystkim dla samych siebie. Jesteśmy w gruncie rzeczy świadomi tych dwóch stron naszej osobowości – problemem jest akceptacja i słuchanie ich. Z czym, wydaje się, świetnie poradziła sobie myśl wschodu rozpoznając bezbłędnie paradoksalną sprzeczność psychologiczną i znaczenie równowagi.

Ale zachowanie balansu to nie taka prosta sprawa – stan ten pozostaje nieuchwytny i dynamiczny. Jak zwykle, w pogoni za jakimś celem, po drodze pozostają pytania, często bez odpowiedzi. Ponieważ alpinizm to trochę kraina paradoksu – fizycznie, wspina się w prawdziwej ścianie, w prawdziwych górach, metafizycznie żyje się prawdziwym duchowym doświadczeniem. I jest to ten rodzaj doświadczenia, które może być naszym udziałem bez względu na wybór celu.

Krzysztof Treter. Instruktor Alpinizmu Polskiego Związku Alpinizmu

Write A Comment