Żeglarstwo bardzo często kojarzy nam się z ciepłym morzem, delfinami i zwiedzaniem egzotycznych miejsc. Nie wszyscy jednak wybierają tą formę żeglowania. Żeglarstwo wyczynowe – tak najkrócej można opisać to czym zajmuje się Artur. Zaczynał od wypraw na Antarktydę i przedzierania się przez pak lodowy, a teraz skupia się na wyciskaniu maksimum możliwości z jachtu i załogi w regatach.

Cowes Week. fot. Alan Crowhurst

Zawsze marzyły mi się dalekie podróże jachtem, przygody, poczucie wolności i zastrzyk adrenaliny. Gdzie indziej można tego doświadczyć jeśli nie na końcu świata – na Antarktydzie. Aby dostać się do tego białego i mroźnego kontynentu trzeba przepłynąć Ocean Południowy. To najbardziej sztormowy akwen na Ziemi. Opustoszały, zdominowany przez wielkie fale i bardzo silne wiatry. Ocean Południowy to nie przelewki – jest zimno, mokro a pogoda jest nieprzewidywalna. To właśnie w ten sposób zdobywałem doświadczenie pływania w trudnych warunkach na dużych jachtach. W ciągu kilku lat miałem okazję 6 razy żeglować na Antarktydę, kilkanaście razy opłynąć mistyczny przylądek Horn i przepłynąć dziesiątki tysięcy mil po morzach i oceanach świata. Po solidnej szkole, jaką otrzymałem od polskich i francuskich skiperów na jachtach Selma Expeditions i Paradise, zacząłem realizować się w regatach pełnomorskich.

Pierwszy regatowy jacht, na jakim miałem okazję uczyć się regatowego obycia to jacht klasy Volvo Ocean 60, który w przeszłości brał udział w regatach wokółziemskich. Następnie przez kilka lat żeglowałem w wielu załogach zagranicznych z Anglii, Niemiec, Francji, Rosji i Litwy. Zbierałem doświadczenie w dużych międzynarodowych regatach pełnomorskich. Kolejnym krokiem było stworzenie polskiej załogi startującej na polskim jachcie. Tak powstał projekt Selma Racing.

Załoga jachtu Selma Racing z lotu ptaka

Do tej pory miałem okazję startować w najsłynniejszych klasykach regatowych na świecie,  takich jak regaty Sydney-Hobart, Fastnet czy Dookoła Wielkiej Brytanii. Nazwy tych wielkich imprez działają na wyobraźnię każdego żeglarza regatowego, przyciągając tych najlepszych startujących na najbardziej zaawansowanych technologicznie jachtach. Zawody sportowe organizowane z dużym rozmachem charakteryzują się bardzo wysokim poziomem rywalizacji. A to przecież najlepszy sprawdzian własnych umiejętności i droga do zdobywania nowych doświadczeń i wiedzy.

Regaty wymagają bardzo wielu umiejętności od żeglarza, jak choćby znajomość aerodynamiki, meteorologii, wiedza o elektronice i silnikach, znajomość technik sztormowania, umiejętność splatania lin, wiązania węzłów i naprawy żagli. Wreszcie posiadanie cech psychofizycznych, takich jak: wytrzymałość, umiejętność współdziałania w zespole i radzenia sobie w trudnych warunkach, dobra kondycja, odporność na stres i determinacja.

Jednym z bardziej emocjonujących momentów jest start. Na akwenie znajduje się wtedy mnóstwo jachtów. Ścisk, bliskie mijanki jachtów, hałas łopoczących żagli i pokrzykiwanie taktyków z innych jachtów to rzecz normalna. Wszyscy walczą zawzięcie o miejsce na linii startu. Następuje ostateczne odliczanie: 30 sekund, 15, 10, 5, 3, 2, 1… Start. Bardzo często sygnałowi startowemu towarzyszy wystrzał armatni. Trymujemy żagle i robimy wszystko, żeby jacht wystrzelił jak z procy. Ten moment budzi zawsze sporo emocji.

Chwilami, które przyprawiają o ciarki w trakcie trwania regat jest bardzo szybka żegluga, która nazywana bywa surfowaniem z fali. Ma to miejsce w warunkach silnowiatrowych lub nawet sztormowych, kiedy wiatr wieje nam od rufy, a potężne wypiętrzające się fale zaczynają pchać jacht do przodu, który osiąga niewyobrażalne prędkości. Wszystko drży i szumi, a pokład zalewany jest tysiącami litrów wody. Bywa, że sternik musi założyć gogle, żeby widzieć gdzie ma płynąć. W tym czasie kadłub jachtu odrywa się od powierzchni wody i zaczyna sunąć niczym deska surfingowa. Prędkości przekraczają nawet 50km/h. Jest to jednak jazda na krawędzi. Nie można pozwolić na to, by jacht zmienił kurs nawet o 5-10 stopni w prawo lub lewo, bo może to skutkować ustawieniem się burtą do fali, niebezpieczną wywózką czy też niekontrolowanym zwrotem przez rufę.

Start w La Valletta

Smaku i kolorytu w regatach morskich dodają otaczające krajobrazy i miasta. W przypadku regat Fastnet są to kredowe skały The Needles i skalista wysepka z latarnią Fastnet. W regatach Sydney-Hobart jest to start spod Opery w Sydney Harbour, a następnie mijanie skał nazywanych „Organami” na brzegach Tasmanii. Innym przykładem będzie akwen startowy w stolicy Malty – La Valletta, gdzie otoczeni jesteśmy wysokimi murami starożytnego miasta z Fortem St. Angelo na czele. Wspomniane regaty to Middle Sea Race – przez wielu (również przeze mnie) uważane są za najpiękniejsze widokowo regaty świata. Na trasie tych regat płyniemy na wschód od Etny, prze Cieśninę Messyńską i dookoła aktywnego wulkanu Stromboli wyniosłego na 1000 metrów nad poziomem morza. Pierwszy raz kiedy miałem okazję ujrzeć Stromboli, oniemiałem z wrażenia. Była noc, płaska tafla wody, delikatny wiaterek. Wyszedłem na pokład i usłyszałem dźwięk niepodobny do niczego, co słyszałem wcześniej. Obróciłem się w stronę Stromboli. Intensywnie czerwona, ognista lawa skrzyła się na zboczach stożka wulkanu. Ognisty widok zapierał dech w piersiach. Wspaniałych widoków nie trzeba szukać daleko od Polski. Regaty Gotland Runt odbywają się w przepięknej malowniczej scenerii szkierów i cieśnin wijących się z samego Sztokholmu, skąd następuje start regat.

Zarówno pływanie po wodach Antarktyki, jak i starty w regatach morskich mają w sobie coś co mnie pociąga. Walka z żywiołem i poleganie na twoim partnerze z załogi jest nieodłącznym elementem żeglarstwa wyczynowego. Po prostu czujesz, że żyjesz i starasz się robić wszystko, żeby zachować kontrolę, tak aby twój los był w twoich rękach, a nie na łasce oceanu.

Artur Skrzyszowski

 

Artur Skrzyszowski – żeglarz zawodowy. Kapitan polskiego jachtu regatowego Selma Racing. Startował w największych regatach świata (Sydney – Hobart, Fastnet, Mistrzostwa Europy). Żeglował również jako co-skiper na jachcie Selma Expeditions, kilkanaście razy opływając przylądek Horn i 6 razy odwiedzając Antarktydę. Członek załogi podczas wyprawy na Morze Rossa, podczas której ustanowiono rekord świata w żegludze najdalej na południe (wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa) oraz dokonano pierwszego polskiego wejścia na wulkan Erebus (najwyższy aktywny wulkan Antarktydy). Laureat nagrody Rejs Roku i Kolosy oraz innych międzynarodowych wyróżnień żeglarskich i podróżniczych. W 2019 roku razem z przyjacielem założył polski odział topowej żaglowni OneSails.

Comments are closed.