PIERWSZE WRAŻENIA
Pierwszy raz przyleciałam do Amita do Izraela w lutym 2012 roku. Nie wiedziałam wtedy, czego spodziewać się po tym kraju, zarówno pod względem wspinaczkowym, jak i kulturowym. Przed wylotem przeszukałam Internet pod kątem rejonów wspinaczkowych i poziomu sportowego. Ani jedno, ani drugie nie wydawało się dorównywać temu, co spotykałam w często odwiedzanej dotychczas Hiszpanii. Nie dorównywało też temu, co prezentowało wspinanie w Polsce. Amit studiował wtedy w Tel Awiwie, który od pierwszego kontaktu wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie – dużo słońca, piękna plaża w samym centrum miasta, ludzie z całego świata, prawie każdy mówił po angielsku, wreszcie bardzo różnorodna i smaczna kuchnia. Gdyby nie obecność żołnierzy na ulicach, nic nie wskazywałoby na to, że to drugie największe miasto kraju uwikłanego w trudne do rozwiązania konflikty religijno-etniczne. Tel Awiw to miasto tolerancyjne, otwarte na ludzi różnych wyznań, różnych orientacji seksualnych, różnej narodowości. Czuć tu świecką i liberalną atmosferę, a jedyną królującą religią jest hedonizm. Chyba trafnie porównywany jest do Nowego Jorku, choć w Tel Awiwie pogoda jest ładna przez cały rok, a ceny wprawdzie niższe, choć nie niskie – piwo z beczki kosztuje ok. 30 NIS (1 NIS – szekla izraelska – jest warta około 1 PLN), a jednorazowe wejście na ścianę wspinaczkową ok. 60 NIS.
Ale są i niespodzianki. Jeśli jest się wspinaczem płci damskiej, czasem można na taką ścianę wejść za darmo. Np. na pierwszej ścianie bulderowej w Izraelu, otwartej w 2007 roku pod szyldem Pefromance Rock w południowym centrum Tel Awiwu, takim darmowym dniem dla kobiet jest każdy czwartek. Zamiast zwyczajowo kilku kobiet pojawia się wtedy kilkanaście, a dominująca na co dzień liczba mężczyzn tego dnia się jeszcze podwaja. Moja pierwsza wizyta w tym miejscu była dość szokująca – i nie tylko dla mnie. W całym Izraelu istniało wówczas 9 średniej jakości ścian wspinaczkowych, głownie ścian do wspinania z liną. Mimo, że izraelscy juniorzy i juniorki dostawali się do finałów zawodów międzynarodowych IFSC w prowadzeniu, widok kobiety, wspinającej się na poziomie najlepszych wtedy mężczyzn, był dla klientów ściany dużym zaskoczeniem. Pamiętam, że przez kilka pierwszych treningów czułam się tam obserwowana jak małpka w zoo. Plusem było to, że od razu dostałam kilka ofert pracy jako trener i układacz dróg, gdybym tylko planowała w Izraelu przebywać dużej.
WSPINACZKOWE REJONY I ICH PROBLEMY
Pierwszym rejonem wspinaczkowym do jakiego pojechałam był położony 30 minut samochodem od Jerozolimy pustynny rejon Ein Fara. Znajduje się on w często odwiedzanym przez turystów parku narodowym Ein Prat, oficjalnie należącym do Izraela, ale znajdującym się na terenie autonomii palestyńskiej. Jadąc z domu rodzinnego Amita, pod Jerozolimą, dwa razy przekroczyliśmy punkty kontrolne z uzbrojonymi izraelskimi żołnierzami i siłami bezpieczeństwa. To obraz bardziej smutny niż przerażający. Pamiętam jednak, że widok parku zneutralizował te negatywne poranne doznania. Ein Prat to urokliwy kanion, ze strumieniem dzielącym ściany wspinaczkowe na północne i południowe. Mimo, że to obszar pustynny, obecność jednego z głównych źródeł wody w tej części Izraela, sprawia, że zimą roślinność jest tu bujna, kwiaty kolorowe, trudno nie zauważyć dużej ilości mieszkających tam dzikich zwierząt: góralek, gazeli i wielu gatunków ptaków. Obecność tych ostatnich mocno ogranicza ilość udostępnionej wspinaczom skały, nie tylko w tym rejonie, ale i w całym Izraelu. Każdy strumień, źródło wody i skała na terenie Izraela są pod opieką władz izraelskich parków narodowych. Te zakazują wspinania w większości rejonów skalnych, argumentując, że Izrael jest ważnym przystankiem dla ptaków migrujących między Europą, Azją i Afryką, które to zakładają gniazda zazwyczaj w potencjalnie wspinaczkowych „no-hand-restach”. To prawda, że ptaków w rejonach wspinaczkowych jest sporo, jednak badania, jakie zostały przeprowadzone na zlecenie Izraelskiego Klubu Alpinistycznego pokazały, że większość gatunków ptaków gniazdujących jest lokalna. Władzom parków jest po prostu wygodniej zakazać wspinania w całym rejonie, niż na poszczególnych drogach czy nawet sektorach.
Mimo to Ein Fara to jeden z bardzo nielicznych rejonów, w których udało się wywalczyć pozwolenie na wspinanie. Na szczęście to rejon największy, zawierający ponad 100 obitych dróg w stopniu od 5a do 8c, trochę dróg tradowych i mikstowych, w solidnym wapieniu o głównie pionowych formacjach. Najlepsze warunki do wspinania na ścianach o wystawie południowej są tam zimą, a na ścianie o wystawie północnej – wiosną i jesienią. Jednorazowy wjazd do parku kosztuje ok. 30 NIS i do godziny 16 należy park opuścić. W pozostałych dostępnych rejonach za możliwość wspinania nie trzeba płacić, z wyjątkiem sprywatyzowanego parku Timna, leżącego na północ od Ejlatu, czyli na południu Izraela. Park oferuje piękne wspinanie sportowe, tradycyjne i buldering w piaskowcu. Jest to jednak rejon nieduży (blisko 40 dróg i około 60 bulderów), a warunki odpowiednie do wspinania są tylko zimną.
Dobrej jakości skały w Izraelu jest mnóstwo, dlatego nie ma co dziwić się, że istnieje wiele tzw. „secret spotów”, które nie widnieją oficjalnie w żadnym przewodniku. Powodem do ukrywania miejsc możliwej wspinaczki w niektórych rejonach jest nie tylko zakaz ze strony władz parków narodowych, ale i jego konsekwencje. Jeśli zostanie się przyłapanym, wykroczenie to może być karane grzywną sięgająca nawet 1000 NIS oraz konfiskatą sprzętu wspinaczkowego. Niewielu więc ryzykuje. Ukrywane jest też wspinanie na terenach pod zarządem palestyńskim lub na ich granicy z osiedlami izraelskimi – a właśnie tam znajduje się wiele skał, które mogłyby stać się rejonami o światowej klasie. Wspinanie się w tych miejscach jest mniej lub bardziej bezpieczne, w zależności od panującego aktualnie napięcia między Izraelczykami a Palestyńczykami. Wśród jednych i drugich wspinanie staje się bowiem coraz bardziej popularne. Dobrym zwiastunem tego jest fakt, że w tym roku dwóch młodych Amerykanów otworzyło pierwszą sztuczną ścianę na terytorium Autonomii Palestyńskiej, w stolicy – Ramallah (ich historia mogłaby stanowić osobny artykuł), a ilość ścian wspinaczkowych w Izraelu w ciągu ostatnich 4 lat się podwoiła. Przełożyło się to oczywiście na sukcesy sportowe Izraelczyków: Alex Khazanov regularnie pokonuje bouldery w stopniu 8B i 8B+, Netta Fredman walczy w półfinałach Pucharu Świata w prowadzeniu, a młodzież w finałach juniorskich (Nimrod Marcus wygrał niedawno rozegrany Puchar Europy Juniorów na warszawskim Bloco). Od kilku lat, pod skrzydłami Izraelskiego Klubu Alpinistycznego działa organizacja non-profit „Climb4Change”, która organizuje wspólne zajęcia i wyjazdy wspinaczkowe dla młodzieży arabskiej i żydowskiej w wieku 13-17 lat. Wspinanie to jedna z niewielu rzeczy, która łączy, a nie dzieli tych młodych ludzi.
JEROZOLIMA I THE BLOC
Miastem, w którym te podziały są najbardziej widoczne jest Jerozolima, jakże skrajnie odmienna względem Tel Awiwu. Stare Miasto tej jednej ze stolic świata jest pełne historycznych budowli i pielgrzymujących tu wiernych różnych religii. To widmo konfliktów i ścierania się trzech największych religii świata staje jednak w opozycji do ludzi, którzy próbują i chcą żyć we wzajemnym poszanowaniu swoich wartości i kultur. Gdy w sobotę Tel Awiw tętni życiem, prawie cała Jerozolima zamiera w bezruchu szabatu. Piątkowa noc jest jednak jedyną w tygodniu, kiedy na ulicach poza murami Starego Miasta panuje cisza. Jerozolima to w końcu też miasto studenckie, a takie musi mieć swoje nocne życie. Gdy słońce zachodzi i cichnie zgiełk zatłoczonego od rana jerozolimskiego targowiska, poza historycznymi murami otwierają się knajpy i włącza się muzyka, z każdego baru inna. Ludzie piją piwo, wino, tańczą w wąskich uliczkach bazaru, który później przeobraża się w jeden wielki parkiet. Panuje tu wyjątkowa atmosfera – znacznie bliższa krakowskiemu Kazimierzowi niż nocnemu klubowaniu w sąsiednim Tel Awiwie. Burmistrz Jerozolimy, młody biznesmen Nir Barkat, od kilku lat bardzo dba o to, by mieszkańcom i turystom się nie nudziło. Przez okrągły rok odbywają się tu wystawy, festiwale i wydarzenia sportowe. Coraz więcej miejsc otwiera się też w sobotę.
Zachęceni tą przyjazną w ostatnich latach atmosferą, postanowiliśmy z Amitem i jego dwojgiem przyjaciół otworzyć bulderownię w samym centrum nowoczesnej części Jerozolimy, pośród jednych z najliczniej uczęszczanych knajp. The Bloc – bo taką nazwę wybrali dla naszej ściany potencjalni klienci w nieoficjalnym plebiscycie – działa od marca tego roku i okazała strzałem w dziesiątkę. Dla wielu spragnionych aktywności młodych osób jest to teraz jedno z ulubionych miejsc w mieście, gdzie nie tylko można się powspinać, ale też poznać nowych ludzi i wypić kawę czy piwo z beczki.
W Jerozolimie od dawna istnieje duża ściana do wspinania z liną i małą bulderownią. Jest ona jednak z dala od centrum, pod stadionem piłkarskim i jest obiektem o zupełnie innym charakterze niż ten, który chcieliśmy stworzyć na naszej ścianie. Dzięki różnorodności formacji, chwytów i struktur wspinaczkowych, przyrządom treningowym oraz cotygodniowemu przekręcaniu bulderów, jesteśmy atrakcyjni dla zaawansowanych wspinaczy, a świetna lokalizacja i atmosfera zabawy przyciąga wielu nowych klientów. To miejsce, w którym po prostu chce się być. Może dlatego przychodzimy tu prawie codziennie. Jak się nie wspinamy, to robimy trening siłowy lub układamy nowe buldery.
WSPINACZKOWE PROJEKTY
O motywację do ciągłych treningów nie jest ciężko, w szczególności, że projektów do ukończenia mamy kilka. Zimą wracamy na wymagającą drogę 8b Russian in space, znajdującą się w opisywanym wcześniej, bliskim mi parku Ein Fara. Ubiegłej zimy, przez problemy z kontuzjowanym barkiem, nie udało mi się nawet przejść do poziomu głównych trudności drogi, które to stanowi ciąg wspinania w pionowej skale po bardzo małych chwytach. Liczę, że ta część drogi powinna mi bardziej pasować niż wcześniejsze wysięgowe ruchy w przewieszonym terenie. Późną jesień i wczesną wiosnę spędzimy najpewniej sporo czasu w jednym z „secret spot-ów”, gdzie nie brak trudnych dla nas dróg, również w nieokreślonym jeszcze stopniu trudności.
Podczas noworocznej wizyty silnej grupy Austriaków dwa i pół roku temu, Kilian Fischhuber miał próbować swoich sił na na razie najtrudniejszej i zarazem najbardziej imponującej linii w tym rejonie – ciemnoszarym ścieku w formacji fali. Podobno potwierdził propozycję wyceny drogi na około 8c+/9a. Byłaby to najtrudniejsza i całkowicie naturalna droga w Izraelu.
Kiedy temperatury wynoszą ponad 30 stopnie, jedynym rejonem, gdzie da się wspinać, jest znajdująca się na północy Izraela, tuż przy granicy z Libanem, grota Nezer – dziura w ziemi, do której wejście zdradza wielkie drzewo figowe. Jest tam ponad 30 dróg, głownie ósemkowych. Większość wspinania wiedzie dachami i dużymi przewieszeniami o szaro-czarno-pomarańczowych kolorach. Tam znajduje się pierwsza w Izraelu linia o trudnościach 8b – Blue Bear – kolejna piękna droga, którą mam zamiar ukończyć jeszcze w tym roku. Wspinanie w dachu nigdy nie było moją mocną stroną, dlatego jest ona dla mnie dużym wyzwaniem. To dwa kilkunasto-ruchowe, techniczne buldery w 30 stopniowym przewieszeniu, o trudnościach około 7B każdy, rozdzielone atletycznym i bardzo trójwymiarowym wspinaniem w poziomie. Grotę Nezer, oddaloną około 3 godziny jazdy od Jerozolimy, odwiedziłam na razie tylko raz – kilka tygodni temu. Po drodze Amit pokazał mi piękny, ciągnący się kilometrami kanion, jakością skały i formacjami wyprzedzający wiele z światowej klasy rejonów sportowych. Niestety, także i tam wspinanie jest całkowicie zabronione. Może wejście wspinania do grona sportów olimpijskich da nowe argumenty w dialogu wspinaczy z władzami parków narodowych Izraela i spojrzą one na nasz sport i pasję bardziej przychylnym okiem. Kraj ten na pewno ma ogromny potencjał do bycia jedną z czołowych, zimowych destynacji wspinaczkowych i dla odmiany bardzo różną od tak często odwiedzanej zimą Hiszpanii.
Agata Wiśniewska